piątek, 25 maja 2018

Ślub w stylu wood czyli leśna kartka z życzeniami

Często siadam do stołu bez jednego konkretnego zamysłu. Papiery układają się same, dopasowują się do siebie, od razu wiadomo, co z czym połączyć, a co się ze sobą gryzie.

Robić kartki w określonym stylu to mega wyzwanie. To już nie twórczy bałagan, który ujarzmia się w walce z papierami. Zamysł i koncepcja grają pierwsze skrzypce.
Jednak własną naturę najciężęj opanować. 
Ślub i wesele miały być w stylu rustykalnym, z dużą ilością mchu, zieleni, drewna.
Brakowało do pełni tylko leśnych wróżek delikatnie unoszących się w powietrzu i rozsypujących magiczny pył. 
Zabierając się za pracę wiedziałam tylko, że lasu i zieleni będzie tu dużo. Do końca jednak nie podejrzewałam, jaki będzie finał zmagań, ale klimat został uchwycony.
W tej stylistyce powstała leśna kartka dla Młodych.

Trochę nietypowa, bo składana na trzy części zawiązywane kokardką.

Efekt powstał taki:



Do kompletu powstało pudełko:



Kwiat z foamiranu dostałam kiedyś w wymiance od Kasi Janeczko
Jak widać pasuje kolorystycznie do klimatu.

Środek kryje dedykację...


... a jeszcze głębiej jest miejsce na życzenia i kieszonka na banknoty.


Zrobiło się "zielono mi"...

P. S. To jest już setny post. Stukają mi powoli okrągłe liczby.

poniedziałek, 21 maja 2018

Nadrabiam zaległości - kartki na różne okazje



Mobilizacja kartkowa!
 Gdyby nie prośba koleżanki, która potrzebowała na swoją okazję karteczkę, z pewnością brakowałoby mi czasu, by usiąść i nadrobić zaległości.
Ostatnio okazji jest sporo, dlatego mały zapasik nie zaszkodzi. A jak wiadomo, czasem potrzeba kartki na gwałt. 
Powyższa powstała "na zaś". Wykorzystałam do niej napisy od joligg

Do pozostałych kartek użyłam digi od Small Wingels Shop
Wiele grafik zaprojektowanych jest na kołach, które po wydrukowaniu idealnie pasują do moich ogromnych dziurkaczy.

Owocnie zagospodarowany i skompaktowany czas na twórczą pracę z papierem, którego efekty  prezentują się tak:












Ślubnie, chrzcinnie, komunijnie i uniwersalnie.
Podejrzewam, że kartki szybko znajdą swoją okazję.


wtorek, 24 kwietnia 2018

Podaj dalej po raz czwarty

Po raz kolejny cieszę się niespodzianką w zabawie Podaj Dalej.

Przesyłka tym razem przyszła od Magdy (Pasje Magos).
Zapisałam się na jej blogu już jakiś czas temu, nie wiem czy nie upolowałam zabawy u niej wysyłając swoje zgłoszenie pierwszy raz.
Tym bardziej niespodzianka była naprawdę niespodziewana. 
Nie obyło się bez przesyłkowych perypetii - wciśniętego głęboko w skrzynkę dwutygodniowego avizo i mało zorientowanej pani w biurze kurierskim.
Na szczęście to Magdzie w końcu udało się zlokalizować nieodebrany prezent czekąjący w tym samym biurze, z którego ponoć ruszył w powrotną drogę do adresata.

Mając informację, że jednak nie wszystko stracone i mogę pojechać po bezbronną i smutną z wyczekiwania paczuszkę, ruszyłam w drogę rowerem, by się z nią przywitać.

Ciekawość zawartości nie pozwoliła mi czekać, aż wrócę do domu, więc rozpakowałam ją na miejscu, dając znać Magdzie, że jest już w moich rękach.

W czterech ścianach na spokojnie mogłam poobracać w dłoniach te wszystkie cuda, które dla mnie przyszykowała.


Czekoladki nie przetrwały próby czasu - były zmasakrowane i rozpłynęły się całkowicie. 
Na szczęście zapakowane w strunówki nie uczyniły żadnej szkody.

Coś dla hafciarskiej duszy:


I do kartkowych inspiracji:


Drobiazgi na folkowo:


Notes i kartka pojawiły się już wcześniej na blogu Magdy. Podziwiałam je skrycie nie podejrzewając, że powędrują pod mój adres.

Dziękowałam już osobiście, ale robię to jeszcze raz, bo jestem ogromnie wdzięczna za ten przemiły prezent.

Dziękuję, Magdo!

Kontynuując zabawę - dwie osoby, które będą chciały otrzymać niespodziankę ode mnie, niech zgłoszą się poniżej w komentarzu, zobowiązując się jednocześnie do dalszego podawania dalej.

Zapewniam, że cały czas mam w pamięci dziewczyny, które zapisały się na zabawę u mnie wcześniej.
Uzbrójcie się jeszcze w cierpliwość, ponieważ staram się dopieścić drobiazgi i skompletować zawartość.
  

poniedziałek, 16 kwietnia 2018

Weekend pod znakiem kartek

Zastanawiam się czasem, czy to świat tak szybko się kręci, że doba wydaje się krótsza niż 24 godziny, a tygodnie uciekają przez palce? Czy to tylko my nadajemy sobie to ekspresowe tempo życia i obowiązków?
Wyglądając ostatnio przez okno, zdałam sobie sprawę, że drzewa do tej pory świecące pustkami zaczęły się  zielenić, wypełniać soczystością. Krokusy już powoli przekwitają. Tak długo wyczekiwana wiosna nadeszła.
Coraz więcej czasu spędzamy na świeżym powietrzu. Rowery odkurzone, wracają do łask. 

A wolnych, leniwie upływających weekendów jak na lekarstwo.

Na szczęście jeden się znalazł. Ostatni koniec tygodnia udało mi się twórczo spożytkować i nadrobić kartkowe zaległości. Jest tu też kilka wcześniejszych kartek, które nie doczekały się publikacji.

Przygotujcie się na zdjęcia.



piątek, 30 marca 2018

Wielkanocne ślę życzenia..

Kochani!

Niech zbliżające się Święta Wielkanocne wypełniają Wasze domy miłością, zapachem mazurków i babek - tych do jedzenia na stole i tych pięknie wystrojonych, które te wypieki przygotowały. 
To czas nowego, więc niech i ono gości z rozmachem, nie skupiajcie się na tym co za nami, ale patrzcie wprzód.

Do wielu bliskich sercu osób poleciały życzenia pocztą. 
Nieubłagalnie uciekający czas nie pozwolił mi w tym roku skupić się na ręcznie wykonanych kartkach, ale słowa na nich są jak najbardziej szczere.



(zdj. Ananda - Edyta Owczarek)

Kartki projektowały niesamowicie zdolne ręce Edytki, z którą doszłyśmy ostatnio do wniosku, że znamy się prawie 20 lat...
Żałuję, że przy tak dużej ilości kartek (zebrało mi się piękne grono 55 odbiorców) nie mogłam nabyć oryginałów. Jej prace są bardzo klimatyczne, indywidualne, to małe arcydzieła ręcznie malowane akwarelami.
Przyjdzie jeszcze na to okazja.


Wesołego Alleluja!


wtorek, 13 marca 2018

Mówią, że nie ma osób niezastąpionych...

Mówią, że nie ma osób niezastąpionych, jednak od każdej reguły bywają wyjątki.
Ostatnie dni w pracy upłynęły pod szyldem pożegnania.
Wiem, że odejść na emeryturę trzeba, ale jeśli odchodzi na nią przyjaciel, osoba, która zostawia po sobie pokój zionący pustką, ktoś, kogo śmiech i głos zawsze było słychać po przekroczeniu progu, tym bardziej odzywa się tęsknota.

Dla jednego to radość z zasłużonego odpoczynku, dla drugiego czas poukładania sobie na nowo rzeczy.

Emerytura naszej garderobianej Asi (a w zasadzie Janiny) nie dopadła nagle. Wiedzieliśmy, że trzeba się będzie z nią zmierzyć, ale była to myśl tak odległa, jak "co Chińczycy jedzą dziś na deser". Trudno było uzmysłowić sobie, że maszyna do szycia nie będzie miarowo warczeć za ścianą, nie będzie fruwających nitek i igieł znajdowanych na podłodze, przeklinania między strojami.
Ten dzień jednak nadszedł. 

Jestem myśli, że każdy dobry gest, ciepło - wraca. I wróciło do Asi ze zdwojoną siłą. 
Takiego pożegnania, odkąd pamiętam, nie miał nikt. 
Najpierw wszyscy pracownicy łącznie z Dyrekcją zebrali się w jednym miejscu, by podziękować jej za współpracę. Słowa dopełniły kwiaty, kosz prezentowy, nowa maszyna do szycia kupiona ze składki i obrazek "szyj długo i szczęśliwie".

Jako, że Asia była najmocniej związana z naszym Zespołem Pieśni i Tańca "Kurpie Zielone", to wieczorem, już mniej oficjalnie dziękowaliśmy jej osobiście. 
Oprócz dedykacji w postaci etiud tanecznych (przygotowywanych jako praca domowa) dostała od nas komplet śniadaniowo-obiadowo-deserowy oczywiście na ludowo. 
Do tego dołączona była kartka i coś specjalnego - słoik ze "słodkościami".
Ukryte w nim były nie tylko cukierki, ale słowa podziękowania od każdego osobiście.
Pomysł na słoik podpatrzony jest z internetu. Jest wyjątkowy, bo niesie ze sobą tyle dobrych emocji i wspomnień, których nie da się kupić za żadne pieniądze.
Mój skromy wkład we wspólne podziękowania prezentuje się tak - 

od zespołu:




Słoik wypełniony już podziękowaniami:


Od współpracowników:
(grafika od small wingels shop)



Nie ma osób niezastąpionych, ale po niektórych zostają za duże braki do wypełnienia.

poniedziałek, 26 lutego 2018

Parada Belle & Boo zagospodarowana

Projekt Chagi i organizowany przez nią SAL Mini BB zszedł z tamborka w grudniu zeszłego roku.
Jeszcze raz powiem, że niezwykle miło haftowało się tę uroczą gromadkę.
Prace z igłą zakończone - więc czas na zagospodarowanie haftu. 

Nie było to łatwe zadanie, głównie ze względu na jego rozmiar czyli ok. 24 x 70 cm. Nietypowa wielkość powodowała, że w głowie układało się już od samego początku wiele pomysłów. Z góry założyłam, że nie będę zamykać haftu w ramki. Byłoby to proste rozwiązanie, ale dla mnie zbyt oczywiste. Wiedziałam, że musi to być rzecz, którą będzie się używało.

Pierwszym pomysłem było wplecenie haftu w poszewkę dziecięcej kołderki. Długo trzymałam się tej myśli, ale porzuciłam ją. Częste pranie mogłoby zniszczyć pieszczony haft, poza tym Ania już wyrasta ze swojej kołderki i trzeba ją wyposażyć w większą.

Pomysł ostatnich miesięcy kiełkował i stał się tym ostatecznym. Jakiś czas temu babcia znalazła w second handzie wałek do łóżeczka Ani, który zabezpiecza główkę przed uderzeniami w twarde poręcze. Długo zostawał bez poszewki, bo zabierałam się do niej jak pies do jeża.
Przyszedł jednak czas, by wyjąć maszynę do szycia i po raz kolejny wojować z materiałem i nieokiełznanym jeszcze sprzętem. Kilka godzin bojów zaowocowało finalnie poduszeczką. 


Postawiłam na prosty krój cukierka. Wszywanie zamków, jeszcze do tego krytych, to na chwilę obecną czarna magia do ujarzmienia.


Do haftu musiałam doszyć fragmenty materiału, który jest jednolity z tyłem podusi. Gimnastyki przy maszynie było co niemiara, bo jedyny materiał (wyszukiwany długo) pasujący kolorystycznie był gumowany. 


Poduszeczka spełnia swoją funkcję bardzo dobrze. Przy wieczornym czytaniu układamy ją wzdłuż łóżeczka i na niej Ania kładzie swoją główkę oglądając jednocześnie obrazki w książeczkach. 
I tak przed snem przytulamy się: ja, Ania, podusia... i tona maskotek.