piątek, 12 października 2018

Podlasiem inspirowane - (1) - zakładki

Jakie byłoby Wasze pierwsze skojarzenie, gdybym zapytała Was o Podlasie?

Zupełnie inaczej patrzy się na miejsce, w którym się mieszka. U mnie to ciepłe myśli, obrazy babcinego stołu, zielonej kojącej przyrody, kolorowych łąk z trawą do kolan, sielskości - kadry wspomnień.
Może brzmi to zbyt nierealnie, ale z perspektywy czasu idealizuje się przeszłość.

Zawsze mnie ciekawi stare wzornictwo, nie spod ręki wielkich mistrzów, ale w pełni amatorskie. 
Szukanie motywów to czasem szukanie igły w stogu siana, podpatrywanie zdobień, cykanie fotek z ukrycia, byleby tylko utrwalić jakiś wzór.
Na przeglądach folklorystycznych "pasę oczy", ponieważ przyjeżdżają grupy w strojach ludowych. Często są to przesadzone stylizacje, ale pojawiają się też perełki na lnianych fartuszkach czy bluzkach zszarzałych od upływu czasu.

Lubię zainspirować się nimi i przenosić motywy na rzeczy do używania.

Moimi hafciarskimi podlaskimi bibliami są "Katalogi ręczników ludowych" autorstwa Aliny Dębowskiej, Katarzyny Sołub i Jerzego Sołub.
Ogromna praca badawcza wielu osób zamknięta jest w ramy książek wydanych przez Muzeum Podlaskie w Białymstoku.

Od jakiegoś czasu inspirują mnie wzory z ręczników ludowych, których bogactwo widać na stronach  tych publikacji. Ich haftowanie sprawia mi ogromną przyjemność. Są to wzory tradycyjne, często geometryczne i praca z nimi, właśnie przez ich powtarzalność, pozwala uciekać myślom gdzie indziej, niż skupiać je na wyszywaniu.

Po innych haftach zostały mi skrawki materiałów, które szkoda było wyrzucić. W myśl zasady "a nuż się przyda" nadeszła chwila, że się doczekały tego czasu.
Na pierwszy ogień poszły zakładki do książek na filcowym spodzie. Takie prototypy, ponieważ po tę formę (o dziwo!) jeszcze nie sięgałam.
Oczywiście jak obiecałam Małgosi z "Margo i Nitka" podkradłam jej sposób na wkomponowanie haftu w zakładki. Co prawda materiał w zestawieniu z samym filcem zachowywał się troszkę niesfornie, ale ustalmy, że te krzywizny to tylko dodatkowy urok rękodzieła.




Po lewej - motyw z ręcznika ludowego wykonanego przez Aleksandrę Bagińską ok. 1930 r., Kozły, gm. Bielsk Podlaski. Jest też widoczny w wykonaniu Wiary Andrzejuk, ok. 1954-1958 r., Malinniki, gm. Orla oraz w ręczniku Niny Naumczuk, ok. 1956 r., Ogrodniki, gm. Bielsk Podlaski.
Po prawej - motyw z ręcznika ludowego z ok. 1900 r. z Eliaszuk, pow. hajnowski.
Schemat znajduje się we "Wzorniku tradycyjnych haftów i koronek ręcznika ludowego. Haft krzyżykowy" Aliny Dębowskiej i Katarzyny Sołub.

Udało mi się nawet zrobić zdjęcia z cyklu "w trakcie", zawsze o tym zapominam.
Korzystam coraz częściej z mini tamborka, który dostałam od Kasi z bloga Radość Tworzenia - Carpediem.



Dodam, że czerwień i czerń to moje ukochane zestawienie kolorystyczne. Donoszę uprzejmie, że będzie go w moich pracach coraz więcej.

sobota, 25 sierpnia 2018

Na specjalne okazje

Wyjątkowe uroczystości mają to do siebie, że są uroczystościami wyjątkowymi. 
Taka piękna tautologia.
A skoro takie są, to warto je podkreślać ładnymi rzeczami. 
Staram się dopieszczać kartki, żeby cieszyły oko nie tylko moje (to już byłby narcyzm), ale przede wszystkim, by podobały się osobom, które je dostaną.

Moje prace wędrują czasem przez ręce znajomych dalej, do ich znajomych. Cieszy mnie ogromnie, kiedy dostaję sygnał, że kartki urzekają do tego stopnia, że są nie tylko miła pamiątką, ale zajmują też zaszczytne miejsce na półkach, a nie na dnie szuflady.
Słowa, szczególnie tak miłe, są największym podziękowaniem.

Mam nadzieję, że kartki, które w ostatnim czasie udało mi się wykonać, będą miłe dla oczu swoich przyszłych właścicieli.



















Część z nich znalazła już swoich nowych właścicieli. 
Swoją drogą idą w świat szybciej niż bym się tego spodziewała.
Po raz kolejny nie zawiodły mnie digi stemple od Small Wingels Shop

wtorek, 14 sierpnia 2018

Ania + Andrzej = WNM

Mówią, że z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciu. 
Ja tam swoją uwielbiam, chociaż nie spotykamy się tak często, jakbym tego chciała. Mało tego, po naszym ślubie ta rodzina mocno się rozrosła z racji, że mąż dołożył do niej swoją familię. 
Każdy z jej członków to inna osoba - ze swoimi zaletami i indywidualny charakterem. Do każdej z nich mam ogromny sentyment, bo wiążą nas różne rzeczy. 
Jak to w rodzinie - przekrój wiekowy jest ogromny. Nasi bracia, również i rodzeństwo stryjeczne, w przeważającej większości mają już swoje drugie połówki i małe szkraby. 
Zdarzy się jednak jeszcze jakiś rodzynek, który wymarzy sobie ślub z bajki.

Kiedy dostaliśmy zaproszenie na uroczystość w najważniejszym dniu Ani i Andrzeja, nie zastanawialiśmy się długo czy na nim będziemy. Dla mnie było to oczywiste jak 2 + 2 = 4, bo i parafrazując A + A = WNM.
Andrzej jest z rodziny mojego męża, a ten zawsze opowiada o nim z ogromnym sentymentem i z miłymi wspomnieniami wraca do czasów kiedy jeszcze byli dzieciakami.

Zaproszenie na ślub i wesele, które trafiło do naszych rąk było nieprzekombinowane, w dobrym guście i w ciekawej kolorystyce. Słowem - eleganckie. Wiedziałam, że kartka dla Ani i Andrzeja musi nawiązywać do wybranej przez Młodych palety barw. Przeszukując kieszenie Wujka Google znalazłam w nich nawet motyw nawiązujący do serca z zaproszenia. Dopasowałam do siebie papiery, kwiaty, inne dodatki i voila! 





Kartkę udało mi się wykonać kilka dni wcześniej, ale wypisywanie jej niestety zostawiłam na ostatnią chwilę. A jak to bywa z rzeczami robionymi na szybko - nie obyło się bez perypetii - ale i w tym pomogły mi niezawodne osoby (świadku Maćku - dziękuję i o wszystkim cicho sza!)

środa, 8 sierpnia 2018

KZ czyli...

Oj, trochę mnie w naszej blogowej krainie nie było. Nie mówię, że nie tęskniłam. Myślami tu wracałam, jednak inne rzeczy sukcesywnie odciągały mnie od pisania. Moi znajomi wiedzą że hafty i rękodzieło to mój konik, ale jest jeszcze jedna głęboko zakorzeniona pasja, której rąbek dziś uchylę.

Taniec ma w sobie niesamowitą moc, potrafi wciągnąć bez reszty. Ruch i muzyka podsycają tylko endorfiny, które pomimo cieknącego po plecach potu dają poczucie szczęścia. Czas spędzony na sali wśród ludzi którzy nawzajem nakręcają się tanecznie nigdy nie jest stracony. 
Stąd tytuł posta: KZ to "Kurpie Zielone" - zespół pieśni i tańca.

Nasza grupa to ciekawy twór. Ludzie, którzy na co dzień minęli by się na ulicy, tak totalnie różni - łączy niteczka. Przypomina to trochę węża, którego łapią się przedszkolaki ze wszystkich stron, a kierunek wyznacza im wychowawca. Poniekąd też jesteśmy takimi szkrabami, ciut bardziej dojrzałymi, ze sprecyzowaną drogą życiową lub młodym spojrzeniem, ale wszyscy podążamy do jednego celu, jednej pasji.
A zapaleńców nam nie brakuje. Rozrabiaków i rycerzy, silnych bab i delikatnych księżniczek również.

Kto by pomyślał, że zespół pieśni i tańca potrafi tak zainfekować. Jest to niestety choroba nieuleczalna i nieobliczalna w konsekwencjach. Ale jakże przyjemna i pozostawiająca mnóstwo wspomnień.

Co mi daje zespół? Pewność siebie, wiarę we własne możliwości, ogromną wiedzę o folklorze, na bazie której mogę pracować z dzieciakami, inspirację do działań, do haftów, wytchnienie od codzienności, szybsze krążenie krwi przy rozgrzewkach... 
Daje przede wszystkim możliwość poznania fantastycznych ludzi o tysiącach charakterów i twarzach. Ludzi, z którymi można się ośmielić iść kraść konie.

Ten rok dla zespołu jest wyjątkowy - świętuje on 65-lecie swojej działalności artystycznej. 23 czerwca mieliśmy ogromny koncert na scenie Opery i Filharmonii Podlaskiej, który pozostawił fantastyczne wspomnienia nie tylko tancerzom, ale dał moc wrażeń oglądającym. Galowy koncert to tylko rąbek wszystkich działań, a tych z dnia na dzień przybywa. A jak to wygląda od kuchni i na scenie? 
O, właśnie tak.






Kurpie - Puszcza Zielona





Kurpie - Puszcza Biała



Podlasie




(tak, to ja)

Łemki


Opoczno


Lachy Sądeckie (Nowy Sącz)




Górale żywieccy


Mazur


I na koniec wisienka - nagrywamy płytę!



Zdjęcia tu zamieszczone to świetne oko: Joanny Krukowskiej i Pawła Balejko/P. Balejko Fotografia.

piątek, 25 maja 2018

Ślub w stylu wood czyli leśna kartka z życzeniami

Często siadam do stołu bez jednego konkretnego zamysłu. Papiery układają się same, dopasowują się do siebie, od razu wiadomo, co z czym połączyć, a co się ze sobą gryzie.

Robić kartki w określonym stylu to mega wyzwanie. To już nie twórczy bałagan, który ujarzmia się w walce z papierami. Zamysł i koncepcja grają pierwsze skrzypce.
Jednak własną naturę najciężęj opanować. 
Ślub i wesele miały być w stylu rustykalnym, z dużą ilością mchu, zieleni, drewna.
Brakowało do pełni tylko leśnych wróżek delikatnie unoszących się w powietrzu i rozsypujących magiczny pył. 
Zabierając się za pracę wiedziałam tylko, że lasu i zieleni będzie tu dużo. Do końca jednak nie podejrzewałam, jaki będzie finał zmagań, ale klimat został uchwycony.
W tej stylistyce powstała leśna kartka dla Młodych.

Trochę nietypowa, bo składana na trzy części zawiązywane kokardką.

Efekt powstał taki:



Do kompletu powstało pudełko:



Kwiat z foamiranu dostałam kiedyś w wymiance od Kasi Janeczko
Jak widać pasuje kolorystycznie do klimatu.

Środek kryje dedykację...


... a jeszcze głębiej jest miejsce na życzenia i kieszonka na banknoty.


Zrobiło się "zielono mi"...

P. S. To jest już setny post. Stukają mi powoli okrągłe liczby.