Przejdź do głównej zawartości

Posty

Lokalność i "mała ojczyzna"

 Czy zastanawialiście się kiedyś jak określa Was miejsce, w którym mieszkacie?  To nie tylko domy, ulice, bloki, pobliski park czy boisko przy szkole. Jakby poszukać głębiej, to otaczające nas rzeczy nie przywiązują nas do siebie, chyba, że tworzą coś więcej i mają jakiś ładunek emocjonalny. A jeśli o emocjach mowa, to po nitce do kłębka dochodzimy do ludzi, którzy współtworzą naszą przestrzeń. To sąsiadka z pierwszej klatki, pani z warzywniaka, czy dzieciaki krzyczące pod oknem w zabawie.  To emocje działają na nas tak, że nasze miejsce nie jest zawieszone w próżni. Z czasem tworzą się związane z nim wspomnienia. Czasem takie codzienne i zwykłe.  To moje pojęcie "małej ojczyzny".  Urodziłam się w Białymstoku i to z tym miastem wiążę większość moich wspomnień. Nie zaznałam "wiejskiego życia", chociaż zawsze mnie fascynowało. Moja rodzina to puzzle z różnych miejscowości, które połączyły się tu, gdzie teraz jestem. To nie znaczy, że mimo, że nie jestem związana z tym

Tradycyjny "język haftu"

Czy wiedzieliście, że haftem można pisać? W opracowaniu dotyczącym symboliki zawartej na ukraińskich ręcznikach obrzędowych znalazłam "język haftu". To swego rodzaju pismo obrazkowe, a jak wiadomo, to najstarsza forma zamykania słów na długi czas. Nie są prawda wykute na skale, ale stworzone igłą i nitką. Zgodnie z tradycją pierwsze ręczniki otrzymywało się po urodzeniu. Była na nich rozpisana data urodzenia właśnie przez haft. Wersy oznaczające liczby, litery, wyrazy, można było odczytywać znając oczywiście symbolikę. Zaciekawiona, że można przez geometryczne wzory cokolwiek napisać, krążyło mi po głowie jak tego użyć. Myśli co prawda ucichły na dłuższy czas, ale dnia pewnego odezwała się do mnie Ania z pomysłem wykonania metryczki. Najpierw podsunęłam jej myśl umieszczenia starych symboli określających "matkę", ale zapalona żaróweczka przypomniała o białoruskim opracowaniu. Koncepcja zeszła na zupełnie inne tory, a zaufanie do mojej wizji dodało wiatru w ż

Z podlaskiego kufra - ręcznik ludowy

Motywy haftów w wielu polskich regionach mają swój charakter, były lub są tworzone w pewnym kanonie. Dlatego łatwo jest określić, który haft skąd pochodzi. Bez trudu rozpoznaje się łowickie wielokolorowe róże, białe kujawskie kwiaty na jednolitym tle czy kaszubskie schematy. Na Podlasiu i ręcznikach obrzędowych ten zbiór haftów jest tak ogromny, że można z niego brać garściami, a i tak pewnie nie wyczerpuje się tematu do końca. Z lubością przeglądam katalogi ręczników ludowych i obserwuję tę piękną różnorodność. Ostatnio miałam ogromną przyjemność zanurzyć się w jeden motyw na dłużej, ponieważ zajmowałam się wykonaniem haftu według autentycznego wzoru z 1920 r. z Plosek na Podlasiu. Ręczniki obrzędowe nie służą tylko ozdobie, wyrażają o wiele więcej.  Symbolika w nich ukryta określa postrzeganie świata. Nie bez przyczyny ręcznik ma dwa końce: pierwszy to początek życia, drugi jego zmierzch. Tymi końcami splatano również ręce nowożeńcom na znak połączenia dwojga ludzi

Z podlaskiego kufra, czyli jak powstawał haft na ręczniku obrzędowym

Jak cenne są pamiątki, nie muszę podkreślać. Nadajemy zwykłym z pozoru rzeczom wyjątkową wartość. W swoich szufladach mam kilka takich skarbów po jednej i drugiej babci, biżuterię od mamy lub drobiazgi, z którymi czuję się mocno związana. W moim regionie (Podlasie) na strychach mogą kryć się w rzeczach różne historie. Jedna z nich przywędrowała do mnie zimą. Pani Iwona powierzyła w moje ręce ludowy ręcznik z kufra cioci. Znajdują się tam jeszcze inne skarby, ponieważ ciocia sama tkała materiały. Ten trafił do mnie z prośbą o wykonanie na nim haftu.  Nie miałam wątpliwości, że dotykam czegoś ważnego. Sam fakt, że to tkanina robiona ręcznie, nie z fabryki, do tego sprzed pół wieku, napawał wyjątkowością.  Temat ręczników ludowych zaczęłam zgłębiać już wcześniej, ponieważ jest to niesamowite źródło haftowanych wzorów. Ale co innego oglądać je w książkach, a co innego być odpowiedzialnym za upiększenie haftem.  Zabierając się do pracy miałam świadomość, że będę go gnieść,

Różany ogród

Lubimy mieć możliwość wyboru. Nie ważne czy decydujemy o ogromnie ważnych sprawach, czy o kolorze skarpetek - wybierając mamy pewność, że układamy dni po swojemu. Kiedyś na szkoleniu z komunikacji interpersonalnej wykładowcy sprzedali świetny trik, jak dawać możliwość kontrolowanego wyboru. Sprawdza się to świetnie szczególnie przy wychowywaniu małego człowieka, kiedy nie pytasz "czy zje zupę?", tylko "wolisz pomidorową czy ogórkową?". Nie raz przepraktykowałam - działa (mam nadzieję, że dziecko mi wybaczy w przyszłości). Już wcześniej pokazywałam Wam biżuterię z rozwiniętą różą.  Szklane bazy, na które naciągam materiał, mogą być komponentem uniwersalnym. Pasują idealnie do broszki, kolczyków, naszyjnika oraz pierścionka. Najfajniejsze, że każdy element kompletu jest indywidualną częścią. Pole wyboru jest tu ogromne. Można łączyć zawieszkę z pierścionkiem, pierścionek z kolczykami, broszkę nosić osobno. Wszystko zależy od preferencji i wy

Dziewczynka i kogut - oprawa

Ponad dwa lata temu zachwycił mnie cudny wzór Olgi Sotnikovej "Dziewczynka i kogut". O ile sięgam pamięcią, powstawał na tamborku, gdy miałam więcej wolnego czasu, ponieważ dziecię chorowało, a ja byłam zmuszona do opiekowania się nią w domu. Kiedy Ania regenerowała swoje siły podczas snu, ja w ramach odpoczynku wykorzystywałam go na twórczą pracę. Przy tworzeniu haftu, wcielałam w życie zasady parkowania nici, o których pisałam. Korzystam z nich przy większych projektach do dnia dzisiejszego i ta technika bardzo się sprawdza. Zamyślona dziewczynka i jej gniewny kogut przeleżeli sobie beztrosko na dnie szuflady długi czas, ponieważ nie śpieszyłam się zbytnio z oprawą. Niekiedy praca musi przeleżeć, zanim nie znajdzie swojego właściciela. A jak ten już pojawia się na horyzoncie - motywuje do wykończenia dzieła. Początkowo szukałam w myślach ramy pasującej do pracy, ale jak to podobnie bywa z butami - póki nie przymierzysz, nie dowiesz się czy będą wygodne. Myśl

Naszyjnik czy broszka? Oto jest pytanie.

Nie raz stajemy przed dylematem co wybrać.  Trzeba kombinować, co do czego będzie pasowało, co z czym się najlepiej połączyć. Szczególnie jeśli chodzi o ubiór i dodatki.  Haftowana biżuteria pasuje do większości rzeczy. Najchętniej noszę naszyjniki i broszki. Przepraktykowałam je już w wielu kombinacjach - do eleganckiej sukienki, do dzianinowej marynarki, do swetrów, białej bluzki w zestawieniu z jeansami. Możliwości jest naprawdę wiele, odrobina wyobraźni wystarczy, by drobnym dodatkiem nadać charakteru całej stylizacji. Oplatającymi się dwoma różyczkami postanowiłam ozdobić biżuterię. Wzory na pierwszy rzut oka wydają się takie same.  Nic bardziej mylnego. Haftowanie dwóch identycznych motywów jest wręcz niemożliwe. Nawet przy powtarzalnym schemacie wystarczy, że igła z nitką pójdą kilka milimetrów dalej i zmienia się cała kompozycja. W tym wzorze widać to szczególnie po liściach różyczek. Dzięki temu też każda rzecz, która wychodzi spod igły jest jedyna w s

Nowe szaty Zafolkowanej

Pamiętacie baśń Hansa Christiana Andersena o królu, który w swojej pysze chciał mieć najpiękniejsze stroje, aż w końcu zatrudnił krawca, który mu przehandlował, że najlepiej wygląda w niewidzialnej kreacji? Finalnie władca pokazał się swojemu ludowi jak go pan Bóg stworzył, a na ziemię sprowadził go dopiero komentarz dziecka, że "król jest nagi". Mam nadzieję, że nie podzielę losu króla i nie skompromituję się. Zazwyczaj wiosna jest momentem, kiedy porządkuje się gniazda, mieszkania, chce się świeżości i pobudki z zimowego snu. Do wiosny jeszcze chwila, ale postanowienia odświeżenia szaty Zafolkowanej zostały poczynione. Kiedy powstawało pierwsze logo specyfikacje były dwie: kolorystyka pereborów (czerwień, czerń) i sam motyw tego unikalnego podlaskiego haftu tkackiego. Czas przyzwyczaił mnie do grafiki, która powstałą dwa i pół roku temu. Ale i przyszedł moment, kiedy trzeba coś zmienić.  Subtelny wywiad dał obraz, z czym kojarzy się dawne logo - z kapslem, pier

Perebory - podlaskie skarby

Strych - niesamowite miejsce owiane nutą tajemnicy. Docenia się go po upływie czasu. Wrzucane na bieżąco rzeczy nieprzydatne na dany moment stoją zapomniane, osiada na nich kurz, póki ktoś nie postanowi zdmuchnąć go i na nowo odkryć starocie. Mieszkanie w bloku ma swoje plusy. Brakuje w nim jednak dwóch ważnych miejsc, które są w domach: ogrodu i strychu właśnie. Zawsze zazdroszczę mieszkańcom domów stojących już od jakiegoś czasu, że mają do nich dostęp. Pamiętam, że jako dzieci uwielbialiśmy z rodzeństwem tą wspinaczkę po schodach jak na Mount Everest i docieranie do najlepszego miejsca zabawy w całym domu. Z dumną pralką Franią, książkami, ubraniami, domowymi sprzętami. Być może ten obraz wyidealizował się w pamięci, a czas go dodatkowo podkolorował, ale wrażenia z przebywania na strychu dalej tkwią w sercu. Podlasie ma w sobie wiele takich nieodkrytych i z czasem zakurzonych skarbów, których miejsce nie jest na strychu, ale w głównym pokoju. W południowej części, blisko Białe

Biżuteria vintage - kolejne starcie

Prostota z klasą zawsze mają w sobie dużo elegancji. Ulubiona kolorystyka, czyli połączenie czerwieni i czerni dodatkowo to podkreśla. Jak w ogrodzie królową kwiatów jest róża, tak w moich drobiazgach nie schodzi ona z piedestału. To kwiaty bardzo wdzięczne do haftowania, ponieważ można je komponować na wiele sposobów. Eksperymenty z biżuterią vintage rozpoczęłam od jednej rozwiniętej róży. Tworząc broszki nie zastanawiałam się, by oprawiać je w inny sposób. No, może jako naszyjnik. Ale to kwestia osobistych preferencji, ponieważ biżuterii zazwyczaj nie noszę na co dzień. Koleżanka, podpatrując moje gotowe maleństwa, zaproponowała, że widziałaby je jako kolczyki. Specjalnie dla niej zamówiłam bazy do wkomponowania haftu. Gotowa biżuteria bardzo mi się spodobała. Nie podejrzewałam, że może wyglądać tak unikalnie. Obiecane kolczyki przygotowałam specjalnie dla Kasi, z którą miałam okazję współpracować przez kilka miesięcy. Chciałam zostawić jej pamiątkę i jednoczenie podz