niedziela, 17 lutego 2019

Naszyjnik czy broszka? Oto jest pytanie.

Nie raz stajemy przed dylematem co wybrać. 
Trzeba kombinować, co do czego będzie pasowało, co z czym się najlepiej połączyć. Szczególnie jeśli chodzi o ubiór i dodatki. 
Haftowana biżuteria pasuje do większości rzeczy. Najchętniej noszę naszyjniki i broszki. Przepraktykowałam je już w wielu kombinacjach - do eleganckiej sukienki, do dzianinowej marynarki, do swetrów, białej bluzki w zestawieniu z jeansami. Możliwości jest naprawdę wiele, odrobina wyobraźni wystarczy, by drobnym dodatkiem nadać charakteru całej stylizacji.

Oplatającymi się dwoma różyczkami postanowiłam ozdobić biżuterię.



Wzory na pierwszy rzut oka wydają się takie same. 
Nic bardziej mylnego. Haftowanie dwóch identycznych motywów jest wręcz niemożliwe. Nawet przy powtarzalnym schemacie wystarczy, że igła z nitką pójdą kilka milimetrów dalej i zmienia się cała kompozycja. W tym wzorze widać to szczególnie po liściach różyczek.
Dzięki temu też każda rzecz, która wychodzi spod igły jest jedyna w swoim rodzaju.

Naszyjnik czy broszka? Na którą opcję wy byście się zdecydowały?

piątek, 8 lutego 2019

Nowe szaty Zafolkowanej

Pamiętacie baśń Hansa Christiana Andersena o królu, który w swojej pysze chciał mieć najpiękniejsze stroje, aż w końcu zatrudnił krawca, który mu przehandlował, że najlepiej wygląda w niewidzialnej kreacji? Finalnie władca pokazał się swojemu ludowi jak go pan Bóg stworzył, a na ziemię sprowadził go dopiero komentarz dziecka, że "król jest nagi".

Mam nadzieję, że nie podzielę losu króla i nie skompromituję się.
Zazwyczaj wiosna jest momentem, kiedy porządkuje się gniazda, mieszkania, chce się świeżości i pobudki z zimowego snu. Do wiosny jeszcze chwila, ale postanowienia odświeżenia szaty Zafolkowanej zostały poczynione.

Kiedy powstawało pierwsze logo specyfikacje były dwie: kolorystyka pereborów (czerwień, czerń) i sam motyw tego unikalnego podlaskiego haftu tkackiego. Czas przyzwyczaił mnie do grafiki, która powstałą dwa i pół roku temu. Ale i przyszedł moment, kiedy trzeba coś zmienić. 
Subtelny wywiad dał obraz, z czym kojarzy się dawne logo - z kapslem, pierogarnią, a może z piekarnią? 

Z pomocą przyszła Kasia Tomasik z UniKaTo studio graficzne. Zaproponowała odświeżenie logo i zminimalizowanie wizualne. Jak krawcowa zgrabnie przerobiła starą sukienkę na nowoczesną kieckę. Zajrzyjcie do Kasi z ciekawości i zobaczcie, jakie jeszcze cuda wyczarowuje.  
Logo zyskuje drugie życie, a Zafolkowana nową szatę i motywację do wyzwań.
Już zakasuję rękawy i otwieram głowę na świeże pomysły.


Inspiracje podlaskimi pereborami pochodziły z tych fotografii:

Perebora wykonana przez p.Antoninę Waszczeniuk ze wsi Dołhobrody
zdj. wikiperdia

Perebora wykonana przez Zofię Jówko z miejscowości Hrud, niedaleko Białej Podlaskiej
zdj. M. Adamski


To jak? 
Piszecie ze mną nowy rozdział? 

środa, 6 lutego 2019

Perebory - podlaskie skarby

Strych - niesamowite miejsce owiane nutą tajemnicy. Docenia się go po upływie czasu.
Wrzucane na bieżąco rzeczy nieprzydatne na dany moment stoją zapomniane, osiada na nich kurz, póki ktoś nie postanowi zdmuchnąć go i na nowo odkryć starocie.

Mieszkanie w bloku ma swoje plusy. Brakuje w nim jednak dwóch ważnych miejsc, które są w domach: ogrodu i strychu właśnie. Zawsze zazdroszczę mieszkańcom domów stojących już od jakiegoś czasu, że mają do nich dostęp. Pamiętam, że jako dzieci uwielbialiśmy z rodzeństwem tą wspinaczkę po schodach jak na Mount Everest i docieranie do najlepszego miejsca zabawy w całym domu. Z dumną pralką Franią, książkami, ubraniami, domowymi sprzętami. Być może ten obraz wyidealizował się w pamięci, a czas go dodatkowo podkolorował, ale wrażenia z przebywania na strychu dalej tkwią w sercu.

Podlasie ma w sobie wiele takich nieodkrytych i z czasem zakurzonych skarbów, których miejsce nie jest na strychu, ale w głównym pokoju. W południowej części, blisko Białej Podlaskiej, w miejscowości Hrud, znajduje się pracownia. Unikalna na skalę kraju, a gdyby sięgnąć dalej, to i świata. Staraniami instruktorów z Gminnego Ośrodka Kultury w Białej Podlaskiej w 1998 r. została utworzona Pracownia Tkackiej w Hrudzie.

Dlaczego jest taka unikalna? Krosna jak krosna, tkaczki są jeszcze w innych miejscowościach.
Ano dlatego, że ręce pań: Zofii Jówko, Marianny Jówko i Marianny Sawczuk tkają PEREBORY.
To w zasadzie nie tkanina, a haft tkany. Powstaje nie za pomocą igły i nitki, a przy użyciu drewienka do wybierania i czółenka.
Jest tworzony razem z tkaniną, dlatego wymaga nie lada fachu. Już samo przygotowanie krosna to praca na kilka dni. Odsyłam Was do opisanego procesu na stronę o pereborach nadbużańskich.
Finalnie ten haft tkacki robi ogromne wrażenie, ponieważ jest nie do podrobienia.

Nacieszcie oczy wzorami:


Powyżej to wąskie pasy wykorzystane do stójek koszul, tuż przy szyi.


Szersze perebory zdobią mankiety.


A najszersze pasy wykorzystywane są do zdobienia bluzek między ramionami i łokciami.

To tylko niektóre ze wzorów, które zostały wykonane w Pracowni Tkackiej w Hrudzie.
Mnie inspirują cały czas, a w jaki sposób?
Niedługo Wam pokażę.


* Zdjęcia pereborów zrobione są przez Marcina Adamskiego.


niedziela, 3 lutego 2019

Biżuteria vintage - kolejne starcie

Prostota z klasą zawsze mają w sobie dużo elegancji.
Ulubiona kolorystyka, czyli połączenie czerwieni i czerni dodatkowo to podkreśla.
Jak w ogrodzie królową kwiatów jest róża, tak w moich drobiazgach nie schodzi ona z piedestału.
To kwiaty bardzo wdzięczne do haftowania, ponieważ można je komponować na wiele sposobów.

Eksperymenty z biżuterią vintage rozpoczęłam od jednej rozwiniętej róży.
Tworząc broszki nie zastanawiałam się, by oprawiać je w inny sposób. No, może jako naszyjnik. Ale to kwestia osobistych preferencji, ponieważ biżuterii zazwyczaj nie noszę na co dzień. Koleżanka, podpatrując moje gotowe maleństwa, zaproponowała, że widziałaby je jako kolczyki.
Specjalnie dla niej zamówiłam bazy do wkomponowania haftu.
Gotowa biżuteria bardzo mi się spodobała. Nie podejrzewałam, że może wyglądać tak unikalnie.


Obiecane kolczyki przygotowałam specjalnie dla Kasi, z którą miałam okazję współpracować przez kilka miesięcy. Chciałam zostawić jej pamiątkę i jednoczenie podziękować. 
Gratisem przy przekazywaniu prezentu było spotkanie przy pysznej herbacie, wspólna rozmowa i niezwykle mile spędzony czas.


Motyw róży jest na tyle uniwersalny, że postanowiłam go powtórzyć na naszyjniku.


Zdjęcia różnią się odrobinę kolorystycznie, ponieważ robione były o różnej porze i różnymi aparatami. Fotografie nie zawsze oddają też rzeczywisty obraz. Przede mną jeszcze dużo pracy nad kompozycją zdjęć i ich robieniem, ale dopóki są chęci do nauki, to wszystko jest możliwe.

sobota, 19 stycznia 2019

Vintage w czerwieni

Rzeczy, szczególnie stare, które opowiadają swoją historię zachwycają mnie od zawsze.
Ale nieczęsto zdarza się takie skarby posiadać. 
Jak na lekarstwo jarmarków staroci, na których można kupić rzeczy - dla jednych zbędne, dla drugich zachwycające. Zamieniają się raczej w targi z wygórowanymi cenami, gdzie fachowcy-zbieracze odsprzedają drogie antyki.
Natura chomika powoduje, że czasem fajnie poszperać w cudzych rzeczach i znaleźć małe skarby.
Małgosia z bloga Margo i nitka często pisze o wizytach na bazarku pod Młynem, gdzie jest mydło i powidło. Nawet nie wiecie, jak zazdroszczę jej ogromnie takiego miejsca w mieście.

Istnieje też druga opcja. 
Jeśli nie można znaleźć wiekowych rzeczy, to wystarczy postarzyć nowe.
Myślę, że w takim klimacie jest biżuteria, która ostatnio gości w moim domu.
Ostre igły układają nici w kwiatowe kompozycje. Ta akurat spodobała się Karolinie i poprosiła o kolczyki.



Bazy są bardzo subtelne. Brak ozdobnej obwódki podkreśla haft i to on wiedzie tu pierwsze skrzypce.

Wielkość bazy to 18 na 25 milimetrów.

Nosiłybyście takie kolczyki?
Karolina z pewnością będzie czuć się wyjątkowo, bo drugiej takiej pary nie ma.

poniedziałek, 14 stycznia 2019

Podaj dalej (5) - niespodziewana paczka

Jeszcze przed świętami do mojej skrzynki na listy trafiło dziwne avizo.
Nie spodziewałam się przesyłki, bo prezenty od Mikołaja zamawialiśmy wcześniej, by uniknąć korków przy doręczaniu.
Pod koniec roku lubią też przychodzić różne roczne wezwania do zapłaty, więc z myślą odebrania urzędowej korespondencji poszłam na Pocztę.
Wątpliwości zostały rozwiane przy okienku, kiedy w moje ręce trafiła przesyłka od Pupidok malujemy nitką.

Zajrzyjcie do środka razem ze mną:





Bogactwo papierów do kartek w bożonarodzeniowym klimacie będzie musiało poczekać do następnych świąt, ale nie wykluczam, że zbiorę się i zaplanuję wcześniejsze powstanie kartek. Co roku zakładam sobie takie spotkanie na wcześniejszy termin, a wychodzi jak zwykle - czyli przy dobrych wiatrach pod koniec listopada.

Zachwycił mnie zeszyt z kwiatowej serii Pigny. Mam do niego ogromny sentyment, bo były to moje ulubione zeszyty do języka polskiego. Prowadziłam je bardzo starannie, kolorowo i kreatywnie. Swoją drogą muszę pogrzebać w pudłach, żeby je odnaleźć i na nowo się w nie zanurzyć.

Haftowaną zakładkę sprezentuję pożeraczowi książek i  kolekcjonerowi zakładek. Nie tylko dlatego, że znajdzie tam ciepły kącik i ciepłe ręce do pieszczenia, ale kolory to ulubione barwy tej osoby.

Znalazły się w przesyłce również rzeczy idealne do haftu. Subiektywnie najlepsza mulina, na której pracuję czyli DMC i czerwony len słowacki o gęstszym splocie. Z haftowaniem na nim krzyżykami może być trudno, ale zawsze można pokombinować z płaskimi motywami.

Ogromnie dziękuję za niespodziankę.

Śpieszę też i po raz kolejny ogłaszam u siebie "Podaj Dalej".
Kontynuując zabawę - dwie osoby, które będą chciały otrzymać niespodziankę ode mnie, niech zgłoszą się poniżej w komentarzu, zobowiązując się jednocześnie do dalszego podawania dalej.


poniedziałek, 31 grudnia 2018

Podlasiem inspirowane (6) - mini wdzianko

Inspiracji ciąg dalszy.

Czerpię że studni podlaskiego wzornictwa z nieukrywaną radością. Nie tylko dlatego, że to moja ulubiona kolorystyka (czerń-czerwień-biel), nie tylko dlatego że lubię stawiać krzyżyki, nie tylko dlatego, że to ludowe. 
Traktuję te wzory i ich rozkładanie na czynniki pierwsze jako szukanie śladów przeszłości regionu, w którym przyszło mi mieszkać. Gdyby pogrzebać w drzewie genealogicznym, to moja rodzina nie żyła tu z dziada pradziada. Kiedyś dwa różne światy połączyły się i postanowiły tu zostać. Coś musiało przyciągnąć w te strony moich dziadków, że zdecydowali o tym miejscu na ziemi jako swoim. Czasem żałuję, że tradycja regionu nie przewijała się w domu, bo też inne krainy dziadkowie nosili w sercach. 
Ale dziś nic nie stoi na przeszkodzie, żeby pokopać w przeszłości. Tym bardziej, że utwierdza to w przekonaniu, że miejsce, w którym mieszkam, trzeba oswajać jako "svoje". To trochę jak dobieranie sobie puzzli do własnej układanki, bo tygiel kulturowy i narodowościowy jest na Podlasiu przebogaty.

W obecnym świecie pełnym obrazów szuka się rzeczy, które zachwycają. Ale warto czasem pogrzebać głębiej, by wypełnić je sensem i opowieścią

Nieustanne pozostaję pod urokiem podlaskich ręczników ludowych, które mają swoją historię. Tworzone były często na wyjątkowe okazje i miały swoje konkretne przeznaczenie. Nie służyły tylko jako ozdoba. Towarzyszyły ślubom i obrzędom weselnym. Istnieją zwyczaje związane z pogrzebami.
Ręcznik otula święte obrazy i ikony - dziś to chyba najbardziej charakterystyczne jego wyobrażenie . Ręcznik towarzyszył  krzyżom wotywnym lub cmentarnym. Na ręczniku podawano chleb i sól witając gości.
Polecam Wam ciekawy artykuł "Ręcznik jako sacrum" Ireny Matus, który poszerzy jego obraz i znaczenie.

Moja interpretacja ludowych wzorów bardzo odbiega od tradycji. Nie dość, że tnę motyw i wybieram jego fragment, to jeszcze umieszczam go na niewiele mających wspólnego z przeszłością rzeczach.

Tym razem postanowiłam ubrać butelki. Po raz pierwszy z takim wdziankiem alkoholu spotkałam się w Belgii. Piękne brugijskie koronki klockowe świetnie wyglądały i idealnie nadawały się na prezent. Przeszukując internet znalazłam, że fartuszki gotowe do naniesienia haftu robi i sprzedaje Igiełka. Polecam tym, którzy nie lubią się z maszyną do szycia. Mi uszycie baz zajęło trochę czasu, ale od początku do końca fartuszek jest w pełni robiony moimi rękami.

Po raz kolejny pojawia się też wzór z ręcznika ludowego z Łoknicy (gmina Bielsk Podlaski).



Fartuszek jest też niezwykle łatwy w zakładaniu. Wystarczy wywiązać z tylu jedną kokardkę.

I sprawdza się w roli prezentowej.

To ostatni dzień 2018 roku.

Na nowe 365 dni życzę Wam, żeby kreatywność Was nie opuszczała. Nie bójcie się próbować nowych rzeczy, człowiek przecież uczy się całe życie. Niech wiara we własne siły Was nie opuszcza, a przy dobrym wsparciu - przenoście góry. 

Miłej zabawy i Wasze zdrowie!