wtorek, 13 listopada 2018

Podlasiem inspirowane (3) - haftowana okładka

Podlasie potrafi zachwycać. 

Odkrywam coraz to nowe motywy, które skupiają na sobie uwagę nie pozwalając o sobie zapomnieć. Kiedy w ręce po raz pierwszy wpadł mi "Wzornik tradycyjnych haftów i koronek ręcznika ludowego. Haft krzyżykowy" jeden wzór wyróżnił się na tle pozostałych. Nic dziwnego, że pojawił się na okładce publikacji. 
Wiedziałam, że kiedyś i ja go zrobię.

Kolorystyka haftu może nasunąć skojarzenia z motywami ukraińskimi. I myślę, że daleko od prawdy byśmy nie odbiegli, bo Podlasie jest niezwykłą krainą, gdzie przeplatają się różne narodowości i mniejszości, a im bliżej wschodniej granicy, tym więcej widzi się wspólnych cech. Szczególnie w starym wzornictwie. Haftowanie krzyżykami jest też jedną ze starszych form - ustępuje mu tylko haft tkacki, z którego Podlasie zresztą słynie.
Pojawiające się na jasnym płótnie ludowych ręczników czerwono-czarne barwy mają nie tylko wartość estetyczną. Wkraczają tu magiczne elementy: dla przykładu największe znaczenie przypisywano czerwieni, która chroniła przed urokami i złymi mocami.* 
W dzisiejszych czasach znaczenie "rucznika" znacznie zmalało, coraz mniej osób tworzy go w tradycyjnej formie. Ale malowane igłą schematy mają w sobie tyle piękna, że inspirowanie się nimi to ogromna przyjemność.

Powtarzalność motywów i geometryczne kombinacje pozwalały mi na przenoszenie się myślami w różne zakątki. Jest w tym trochę czarów. Samo odtworzenie tradycyjnych motywów już ma w sobie coś z wędrówki w przeszłość i obcowania z tym, co było. Po raz pierwszy haftowanie sprawiało mi ogromną przyjemność i miało dodatkowe wartości. Trudno to ująć w słowa, ale czuło się w powietrzu oddech czegoś mistycznego. 
Czy podczas haftowania można mieć ciarki? 
W tym przypadku tak było.

Po Mini SALu Belle&Boo została mi Murano Lugana. Na tym materiale igła śmigała jak po maśle, więc śmiało wzięłam go po raz kolejny na warsztat.
W zapasach znalazły się też nici DMC: czarna (310) i czerwona (666).
Materiały są, chęci do pracy także, więc do dzieła. 


Haft przebył ze mną długą drogę. Pierwsze krzyżyki postawiłam w domu, ale...
Pakując walizki na wakacje, nie mogło zabraknąć wśród ubrań i kosmetyków ręcznych robótek. No bo jak to - hafciarka jedzie wypoczywać nie biorąc nic ze sobą? Zgodzą się ze mną haftoholiczki, że najlepszy wypoczynek nie może się obyć bez tamborka. Wolny czas wypełniają nici i igły. A na urlopie go nie brakuje.




Do tego przepyszna kawa na tarasie i takie widoki - relaks idealny.


Podczas wypoczynku udało mi się haftować w różnych miejscach. Najciekawszym z nich był samolot. Lot w końcu trwał ponad 5 godzin. Miałam pewne obawy, co do szmuglowania nożyczek. Zabrałam na pokład tylko narzędzie do prucia, którego na szczęście, nikt mi nie skonfiskował. 
Aczkolwiek przyglądałam się minom kontrolerów bagażu podręcznego.
Do pracy wysoko nad chmurami przygotowałam się docinając sobie wcześniej określone długości nici. Kończyłam je na prawej stronie haftu, a po wylądowaniu i rozpakowaniu torby, docięłam wszystkie sterczące kawałki.

Sam haft wymagał poświęcenia mu czasu, dlatego finalizowałam go też po powrocie do domu.
Przeleżał trochę zanim zabrałam się do wkomponowania go w całość.
Maszyna do szycia wyciągnięta z kąta miała okazję znów trochę pofurczeć. 
Podchodzę do niej cały czas z dozą nieśmiałości, która przeradza się często w przeklinanie pod nosem, a gdy do tego przed północą słychać ciężkie wzdychanie męża przeplecione powtarzającym się często jak mantra zdaniem: "...idź już spać, kobieto" i kończącą się czarną nicią na szpulce - to w myślach krążą coraz bardziej wysublimowane epitety.

Na szczęście, nawet w najdłuższym tunelu pojawia się światełko.
Finalnie haft - jak poczwarka - przeobraził się w motyla. 
Powstała okładka na zeszyt.
Można ją bez problemu zdjąć i zakładać na inny.




Wzór jest tak piękny, że jeszcze wrzucam zbliżenie na sam haft.


Motyw, nad którym pracowałam to wzór z Łoknicy, gm. Bielsk Podlaski.

* A. Dębowska, K. Sołub, J. Sołub; "Katalog ręczników ludowych gminy Bielsk Podlaski"


piątek, 26 października 2018

Podlasiem inspirowane (2) - prototypy broszek

Haftowane broszki przewijały się w moich pracach to tu, to tam.
Powstawały wtedy, kiedy była okazja sprezentowania ich bliskim lub znajomym. Na czarnym tle widniały kolorowe maciupeńkie wzory kwiatowe, na jasnym z kolei pięknie wyglądał haft kaszubski.

Niezmiernie przyjemnie robi się te drobiazgi, ponieważ sam haft dosyć szybko wychodzi spod igły. Więcej gimnastyki wymaga wkomponowanie go w broszkę, naciągnięcie materiału, wycinanie nierówności, schnięcie kleju. 
Niezaprzeczalnie są pięknym dodatkiem. 

Moje ostatnie fascynacje podlaskim wzornictwem z ręczników ludowych mają odzwierciedlenie w biżuterii. Prototypy broszek upewniły mnie w przekonaniu, że "nasze" motywy pięknie się prezentują w innym wydaniu. Nie byłabym sobą, gdybym nie zmobingowała Matki Polki Hybrydowej i nie poprosiła, by przeniosła je również na pazury (wzór z zakładki, o której pisałam w poprzednim poście).


Kopa do działania i pogrzebania we wzornictwie Podlasia dała mi Krysia Kunicka - pomysłodawczyni wystawy "ETNOdesign po podlasku".
Zaprosiła do pokazania swoich dzieł 27 twórców z naszego regionu, w tym i mnie. Wernisaż odbył się już ponad tydzień temu, ale wystawę można oglądać do 16 listopada w Galerii WOAK w Białymstoku (ul. Kilińskiego 8).
Małe pomieszczenie wypełniło się fantastycznym rękodziełem inspirowanym podlaskim wzornictwem. To między innymi torebki, kosmetyczki z tkaniny dwuosnowowej (z której słynie nasz region), z wikliny papierowej, drewniane zabawki, poduchy, kuchenne fartuszki i deski do krojenia w kształcie kogutów, siateczkowe obrusy, koszulki, a nawet rowery. Można zobaczyć też sporo biżuterii robionej różną techniką.
Ja postanowiłam postawić głównie na broszki.

Jako prototypy powstały takie:


Motyw z ręcznika ludowego z Narewki, powiat hajnowski, 1 połowa XX w.


Motyw z ręcznika ludowego z Dubiażyna, powiat bielski z 1934 r. 

Nasze media informowały o wydarzeniu i nawet ukazało się kilka fajnych relacji.
Miałam też szansę poczuć się jak "lokalna celebrytka", bo we wczorajszym "Kurierze Porannym" pojawił się artykuł o wystawie.


poniedziałek, 22 października 2018

Moje hafciarskie biblie - cz. 1

Lubię zbierać książki. 
Słowa mówione, jeśli nie są powtarzane, umykają szybko, a papier zabezpiecza wiedzę przed zapomnieniem.

(zdj. pixabay)

Mamy w domu mnóstwo książek.
Priorytetem przy wykończeniu mieszkania była biblioteczka na książki od podłogi po sam sufit. Obecnie i ona już jest pękata do granic możliwości.
Każdy w domu ma swoje ulubione dzieła, nawet w pokoju córki wolne miejsce na trzech półkach szybko topnieje.

Moje hafciarskie publikacje zajmują sporo przestrzeni. Mam wśród nich trochę takich, które stoją, ale pozostała część służy mi często. Niektóre z nich traktuję jako swoje "biblie", które mnie inspirują, podpowiadają, wyznaczają twórczy kierunek lub po prostu służą radami technicznymi.
Na początek idą pozycje, do których zaglądam najczęściej i też najwięcej prac wykonałam wzorując się na umieszczonych w nich zdjęciach.

Elżbieta Piskorz-Branekova "Polskie hafty i koronki"


Ogromny zbiór stanowią książki Elżbiety Piskorz- Branekovej.
Nic w tym dziwnego, bo to specjalistka od polskiego stroju ludowego obejmującego całą Polskę i jednocześnie wieloletni pracownik Państwowego Muzeum Etnograficznego w Warszawie. Jej ogromna wiedza jest niezwykle cenna. Jest to autorka, która szczególnie skupia się na ludowych wyszyciach, haftach, koronkach i zdobieniach. Pozycji książkowych jej autorstwa jest zdecydowanie najwięcej i są najlepiej opisane. Jednym z nowszych opracowań jest pozycja "Polskie hafty i koronki. Zdobienia stroju ludowego."
To moja pierwsza biblia, do której zaglądam bardzo często.
Kryją się tu zdjęcia – jeśli można tak to powiedzieć – "najpopularniejszych" strojów ludowych. Opisy drobnych elementów, fotografie szczegółów, a do tego gwarowe nazewnictwo bardzo poszerzają wiedzę i są bogatym materiałem etnograficznym. Aczkolwiek publikacja nie wyczerpuje w całości tematu, wybrane są tylko najbardziej charakterystyczne motywy. Podejrzewam, że opisywane wzornictwo pochodzi w całości ze strojów będących eksponatami muzealnymi. Większość zdobień przewija się od samego początku twórczości Elżbiety Piskorz-Branekovej. Mam wrażenie, że ta książka jest podsumowaniem wszystkich wcześniejszych publikacji autorki, ale jednocześnie wiedza podana jest w bardzo przyjaznej formie.

Alina Dębowska, Katarzyna Sołub, Jerzy Sołub 
„Katalog ręczników ludowych gminy Bielsk Podlaski”
„Ręcznik ludowy z okolic Bielska Podlaskiego. Haft i koronka"
"Katalog ręczników ludowych gminy Boćki, Brańsk, Rudka, Wyszki." 




Jest to przykład bardzo konsekwentnego działania instytucji, jaką jest Muzeum w Bielsku Podlaskim. W zabytkowym ratuszu od wielu lat można podziwiać stałą wystawę „Tajemniczy ręcznik”. Wielka fascynacja autorów tą wyjątkową obrzędową tkaniną pcha ich do nowych działań. To animacje dzieciaków, happeningi plastyczne, pokazy ludowej mody, spotkania z twórcami, ale przede wszystkim pisanie projektów o dofinansowanie, bez których wydarzenia ciężko byłoby zorganizować. Dzięki „kasie” z Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego światło dzienne mogły ujrzeć wyjątkowe publikacje, które są wisienką na torcie wysiłku autorów. Poprzedzone były wielkim nakładem prac badawczych, poszukiwań nowych ręczników, zaangażowaniem studentów chodzących od domu do domu, fotografowaniem, dokumentowaniem, spisywaniem. Jestem pełna podziwu, że ta mrówcza robota zaowocowała pięknym dziełem. Dla jednych to tylko katalog, zbiór obrzędowych ręczników – dla mnie książka, której wartość jest nie do ocenienia. To kopalnia motywów do brania garściami, studnia inspiracji. O takie bogactwo zdjęć haftów i koronek z naszej części Podlasia jeszcze nikt się nie postarał. Chylę czoła twórcom, nie tylko za upór w dążeniu do powstania publikacji, ale za odkopywanie ze strychów, komód, szuflad historii spisanych na ręcznikach ludowych. Do tego misja uświadamiania i przywracania pamięci o znaczeniu tej tkaniny powoduje, że mam ochotę uściskać każdego z autorów i zapewnić, że ich praca ma ogromny sens i wartość.

Wzornik tradycyjnych haftów i koronek ręcznika ludowego.
Haft krzyżykowy.
Haft płaski.
Koronka szydełkowa.

Wzorniki to uzupełnienie powyższych publikacji. W tych mini książeczkach są wybrane jedne z ciekawszych wzorów z kolekcji ręczników ludowych Muzeum w Bielsku Podlaskim. Schematy podane są w bardzo przystępnej formie i okraszone zdjęciem oryginalnego ręcznika. To takie małe podręczniki podlaskiego wzornictwa. Publikacje tego typu mogą popełnić osoby, które z wykonywaniem rękodzieła mają wiele wspólnego. Podejrzewam, że z autorkami tak właśnie jest.
Wzorniki z pewnością będą miały dużą rolę w popularyzowaniu odtworzenia haftów, a to przecież jest idea przyświecająca projektom, dzięki którym powstały.

Mój wzornik haftu krzyżykowego jest już mocno wyeksploatowany. Dlatego kupiłam nowy egzemplarz na przyszłość.
Wzorniki można kupić tu za pośrednictwem Muzeum Podlaskiego w Białymstoku.




To tylko kilka książek z mojej biblioteki, którymi chcę się z Wami podzielić.
Ciąg dalszy z pewnością nastąpi.

piątek, 12 października 2018

Podlasiem inspirowane - (1) - zakładki

Jakie byłoby Wasze pierwsze skojarzenie, gdybym zapytała Was o Podlasie?

Zupełnie inaczej patrzy się na miejsce, w którym się mieszka. U mnie to ciepłe myśli, obrazy babcinego stołu, zielonej kojącej przyrody, kolorowych łąk z trawą do kolan, sielskości - kadry wspomnień.
Może brzmi to zbyt nierealnie, ale z perspektywy czasu idealizuje się przeszłość.

Zawsze mnie ciekawi stare wzornictwo, nie spod ręki wielkich mistrzów, ale w pełni amatorskie. 
Szukanie motywów to czasem szukanie igły w stogu siana, podpatrywanie zdobień, cykanie fotek z ukrycia, byleby tylko utrwalić jakiś wzór.
Na przeglądach folklorystycznych "pasę oczy", ponieważ przyjeżdżają grupy w strojach ludowych. Często są to przesadzone stylizacje, ale pojawiają się też perełki na lnianych fartuszkach czy bluzkach zszarzałych od upływu czasu.

Lubię zainspirować się nimi i przenosić motywy na rzeczy do używania.

Moimi hafciarskimi podlaskimi bibliami są "Katalogi ręczników ludowych" autorstwa Aliny Dębowskiej, Katarzyny Sołub i Jerzego Sołub.
Ogromna praca badawcza wielu osób zamknięta jest w ramy książek wydanych przez Muzeum Podlaskie w Białymstoku.

Od jakiegoś czasu inspirują mnie wzory z ręczników ludowych, których bogactwo widać na stronach  tych publikacji. Ich haftowanie sprawia mi ogromną przyjemność. Są to wzory tradycyjne, często geometryczne i praca z nimi, właśnie przez ich powtarzalność, pozwala uciekać myślom gdzie indziej, niż skupiać je na wyszywaniu.

Po innych haftach zostały mi skrawki materiałów, które szkoda było wyrzucić. W myśl zasady "a nuż się przyda" nadeszła chwila, że się doczekały tego czasu.
Na pierwszy ogień poszły zakładki do książek na filcowym spodzie. Takie prototypy, ponieważ po tę formę (o dziwo!) jeszcze nie sięgałam.
Oczywiście jak obiecałam Małgosi z "Margo i Nitka" podkradłam jej sposób na wkomponowanie haftu w zakładki. Co prawda materiał w zestawieniu z samym filcem zachowywał się troszkę niesfornie, ale ustalmy, że te krzywizny to tylko dodatkowy urok rękodzieła.




Po lewej - motyw z ręcznika ludowego wykonanego przez Aleksandrę Bagińską ok. 1930 r., Kozły, gm. Bielsk Podlaski. Jest też widoczny w wykonaniu Wiery Andrzejuk, ok. 1954-1958 r., Malinniki, gm. Orla oraz w ręczniku Niny Naumczuk, ok. 1956 r., Ogrodniki, gm. Bielsk Podlaski.
Po prawej - motyw z ręcznika ludowego z ok. 1900 r. z Eliaszuk, pow. hajnowski.
Schemat znajduje się we "Wzorniku tradycyjnych haftów i koronek ręcznika ludowego. Haft krzyżykowy" Aliny Dębowskiej i Katarzyny Sołub.

Udało mi się nawet zrobić zdjęcia z cyklu "w trakcie", zawsze o tym zapominam.
Korzystam coraz częściej z mini tamborka, który dostałam od Kasi z bloga Radość Tworzenia - Carpediem.



Dodam, że czerwień i czerń to moje ukochane zestawienie kolorystyczne. Donoszę uprzejmie, że będzie go w moich pracach coraz więcej.

sobota, 25 sierpnia 2018

Na specjalne okazje

Wyjątkowe uroczystości mają to do siebie, że są uroczystościami wyjątkowymi. 
Taka piękna tautologia.
A skoro takie są, to warto je podkreślać ładnymi rzeczami. 
Staram się dopieszczać kartki, żeby cieszyły oko nie tylko moje (to już byłby narcyzm), ale przede wszystkim, by podobały się osobom, które je dostaną.

Moje prace wędrują czasem przez ręce znajomych dalej, do ich znajomych. Cieszy mnie ogromnie, kiedy dostaję sygnał, że kartki urzekają do tego stopnia, że są nie tylko miła pamiątką, ale zajmują też zaszczytne miejsce na półkach, a nie na dnie szuflady.
Słowa, szczególnie tak miłe, są największym podziękowaniem.

Mam nadzieję, że kartki, które w ostatnim czasie udało mi się wykonać, będą miłe dla oczu swoich przyszłych właścicieli.



















Część z nich znalazła już swoich nowych właścicieli. 
Swoją drogą idą w świat szybciej niż bym się tego spodziewała.
Po raz kolejny nie zawiodły mnie digi stemple od Small Wingels Shop

wtorek, 14 sierpnia 2018

Ania + Andrzej = WNM

Mówią, że z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciu. 
Ja tam swoją uwielbiam, chociaż nie spotykamy się tak często, jakbym tego chciała. Mało tego, po naszym ślubie ta rodzina mocno się rozrosła z racji, że mąż dołożył do niej swoją familię. 
Każdy z jej członków to inna osoba - ze swoimi zaletami i indywidualny charakterem. Do każdej z nich mam ogromny sentyment, bo wiążą nas różne rzeczy. 
Jak to w rodzinie - przekrój wiekowy jest ogromny. Nasi bracia, również i rodzeństwo stryjeczne, w przeważającej większości mają już swoje drugie połówki i małe szkraby. 
Zdarzy się jednak jeszcze jakiś rodzynek, który wymarzy sobie ślub z bajki.

Kiedy dostaliśmy zaproszenie na uroczystość w najważniejszym dniu Ani i Andrzeja, nie zastanawialiśmy się długo czy na nim będziemy. Dla mnie było to oczywiste jak 2 + 2 = 4, bo i parafrazując A + A = WNM.
Andrzej jest z rodziny mojego męża, a ten zawsze opowiada o nim z ogromnym sentymentem i z miłymi wspomnieniami wraca do czasów kiedy jeszcze byli dzieciakami.

Zaproszenie na ślub i wesele, które trafiło do naszych rąk było nieprzekombinowane, w dobrym guście i w ciekawej kolorystyce. Słowem - eleganckie. Wiedziałam, że kartka dla Ani i Andrzeja musi nawiązywać do wybranej przez Młodych palety barw. Przeszukując kieszenie Wujka Google znalazłam w nich nawet motyw nawiązujący do serca z zaproszenia. Dopasowałam do siebie papiery, kwiaty, inne dodatki i voila! 





Kartkę udało mi się wykonać kilka dni wcześniej, ale wypisywanie jej niestety zostawiłam na ostatnią chwilę. A jak to bywa z rzeczami robionymi na szybko - nie obyło się bez perypetii - ale i w tym pomogły mi niezawodne osoby (świadku Maćku - dziękuję i o wszystkim cicho sza!)

środa, 8 sierpnia 2018

KZ czyli...

Oj, trochę mnie w naszej blogowej krainie nie było. Nie mówię, że nie tęskniłam. Myślami tu wracałam, jednak inne rzeczy sukcesywnie odciągały mnie od pisania. Moi znajomi wiedzą że hafty i rękodzieło to mój konik, ale jest jeszcze jedna głęboko zakorzeniona pasja, której rąbek dziś uchylę.

Taniec ma w sobie niesamowitą moc, potrafi wciągnąć bez reszty. Ruch i muzyka podsycają tylko endorfiny, które pomimo cieknącego po plecach potu dają poczucie szczęścia. Czas spędzony na sali wśród ludzi którzy nawzajem nakręcają się tanecznie nigdy nie jest stracony. 
Stąd tytuł posta: KZ to "Kurpie Zielone" - zespół pieśni i tańca.

Nasza grupa to ciekawy twór. Ludzie, którzy na co dzień minęli by się na ulicy, tak totalnie różni - łączy niteczka. Przypomina to trochę węża, którego łapią się przedszkolaki ze wszystkich stron, a kierunek wyznacza im wychowawca. Poniekąd też jesteśmy takimi szkrabami, ciut bardziej dojrzałymi, ze sprecyzowaną drogą życiową lub młodym spojrzeniem, ale wszyscy podążamy do jednego celu, jednej pasji.
A zapaleńców nam nie brakuje. Rozrabiaków i rycerzy, silnych bab i delikatnych księżniczek również.

Kto by pomyślał, że zespół pieśni i tańca potrafi tak zainfekować. Jest to niestety choroba nieuleczalna i nieobliczalna w konsekwencjach. Ale jakże przyjemna i pozostawiająca mnóstwo wspomnień.

Co mi daje zespół? Pewność siebie, wiarę we własne możliwości, ogromną wiedzę o folklorze, na bazie której mogę pracować z dzieciakami, inspirację do działań, do haftów, wytchnienie od codzienności, szybsze krążenie krwi przy rozgrzewkach... 
Daje przede wszystkim możliwość poznania fantastycznych ludzi o tysiącach charakterów i twarzach. Ludzi, z którymi można się ośmielić iść kraść konie.

Ten rok dla zespołu jest wyjątkowy - świętuje on 65-lecie swojej działalności artystycznej. 23 czerwca mieliśmy ogromny koncert na scenie Opery i Filharmonii Podlaskiej, który pozostawił fantastyczne wspomnienia nie tylko tancerzom, ale dał moc wrażeń oglądającym. Galowy koncert to tylko rąbek wszystkich działań, a tych z dnia na dzień przybywa. A jak to wygląda od kuchni i na scenie? 
O, właśnie tak.






Kurpie - Puszcza Zielona





Kurpie - Puszcza Biała



Podlasie




(tak, to ja)

Łemki


Opoczno


Lachy Sądeckie (Nowy Sącz)




Górale żywieccy


Mazur


I na koniec wisienka - nagrywamy płytę!



Zdjęcia tu zamieszczone to świetne oko: Joanny Krukowskiej i Pawła Balejko/P. Balejko Fotografia.