Przejdź do głównej zawartości

Podlasiem inspirowane (4) - broszki

Temat broszek przewija się w moich pracach jak rzeka. Ta miniaturowa forma zachwyciła mnie już dawno. Pierwsze wzory pojawiające się na tamborku były proste, kwiatowe, robione płaską techniką. Z dawnych modeli nie zostało nic, ponieważ świetnie rozeszły się jako prezenty. Zresztą dalej sprawdzają się w tej roli.

Potem przyszła pora na kaszubskie broszki robione na jasnym tle. O miłości do wzorów kaszubskich pisałam na początku powstawania bloga. Trwa ona niezmiennie, chociaż jak w małżeństwie, czasem wymaga, żeby od siebie odpocząć. 
W sercu jednak ma swoją pełną szufladkę.

Ostatnimi odkryciami są ręczniki ludowe i hafty podlaskie. To tak głębokie źródełko, że są tu i krzyżyki, i płaskie hafty, i koronki, i kwiaty, i geometria, i ptaki - słowem "czym chata bogata".
Postanowiłam pokombinować z krzyżykami, bo w końcu to jedna ze starszych form wzornictwa na ręcznikach. Wertowanie książek kartka po kartce i przyglądanie się najdrobniejszym szczegółom pobudzało we mnie Sherlocka Holmesa. Palić, nie palę, więc fajka odpada, płaszcz i kraciasta czapka - nie w moim guście, ale lupa przyszłaby z pomocą, a tej brak. Wytężałam zatem swój wzrok, by na podstawie zdjęć odtworzyć drobne wzory, które wkomponowałyby się w miniaturową przestrzeń. W ruch poszły kartki z zeszytu i rozrysowywanie schematów. Te, które najbardziej skradły serce mam na świstkach papieru.
Swoją drogą uwielbiam taką badawczą pracę, te dociekania, poszukiwania, szperania i chodzenia od nitki do kłębka.

Jedne z kwiatowych motywów są z miejscowości Chidry z rejonu brzeskiego. Dziś to Białoruś, ale kiedyś nasz region przechodził z rąk do rąk. Jedyną stałą byli mieszkańcy, którzy przechowywali tradycje w rodzinach i swoich domach.
Wzór znalazł się na ręczniku wykonanym przez Nadzieję Lewczuk ok.1935 r. Przywędrował w okolice Bielska Podlaskiego, ponieważ tu został odkryty i sfotografowany do publikacji książkowej.


Trafił na broszki w dwóch wersjach lustrzanego odbicia. Tu jeszcze bez oprawy.


Następny to wzór z Łoknicy, gmina Bielsk Podlaski. Ten fragment jest zaaranżowany na potrzeby broszki, ale motywy są jak najbardziej ludowe.


Wyhaftowałam po raz drugi prototypy broszek. Dopieściłam je troszkę i proszę, jakie wyszły.
To fragment z ręcznika ludowego z Narewki, powiat hajnowski, z 1 połowy XX w. Cały schemat jest we "Wzorniku tradycyjnych haftów i koronek ręcznika ludowego. Haft krzyżykowy".


Fragment, który również jest wyszperany ze wzornika i opisany z Dubiażyna, powiat bielski, z 1934 r. znalazłam też na ręcznikach z miejscowości Knorydy, gm. Bielsk Podlaski.


Na początku tworzenia broszek trudnością było zminimalizowanie haftu do wielkości 1,8 × 2,5 cm, bo takie kruszynki spodobały mi się najbardziej. Internetowe poszukiwania baz trochę trwały, ale udało mi się znaleźć satysfakcjonujące półfabrykaty. Z pomocą we wkomponowaniu haftu w broszki przyszedł niezawodny Wujcio Google i post Chagi. Ale i tak własne kombinacje pozwoliły mi osiągnąć satysfakcjonujący efekt.
Broszki są robione na szklanej bazie - łatwiej naciągnąć materiał na twardszą formę i wymodelować go tak, by był naprężony. Dzięki temu są też wypukłe i nadają charakteru starego medalionu.

Broszki poszły w świat. Jako czuła matka wysłałam je z gniazda wierząc, że trafiają do dobrych rąk.
Mam nadzieję, że obdarowane osoby będą miały miłą niespodziankę.


Komentarze

  1. Cudne, szczególnie dwie ostatnie...ech....Pozdrawiam cieplutko.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zgadzam się ,ze są cudowne te broszki :) Na pewno sprawia komuś radość , bo to bardzo oryginalny prezent *

    OdpowiedzUsuń
  3. Śliczne broszki, ładnie dopracowane i oprawione :) pozdrawiam takie prace uwielbiam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Piękne broszki. Serdecznie dziękuję za wspaniałą karteczkę i życzę pomyślności w Nowym Roku 2019.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

"Droga do raju"

Ostatnio miałam okazję obejrzeć spektakl teatralny, a w zasadzie film teatralny, zatytułowany "Droga do raju".     W inicjatywę zaangażowana jest grupa "ZaTopieni w historii", która działa w miejscowości Topilec niedaleko Białegostoku. To efekt długofalowej pracy ks. Jarosława Jóźwika - proboszcza parafii św. Mikołaja Cudotwórcy w Topilcu, Katarzyny Siergiej, Anny Kołosow-Ostapczuk i młodych aktorów amatorów.    (zdj. fb - ZaTopieni w historii) Słowem wprowadzenia: od kilku lat ma miejsce projekt "ZaTopieni w historii". To poszukiwanie lokalnych historii, takich zwyczajnych, ludzkich opowieści, rozmów ze starszymi, z rodzinami. To drążenie tematu do tego stopnia, że czasem staje się niewygodny i zaczyna uwierać. To punkt wyjścia do opowiedzenia na nowo wspomnień w artystycznej i symbolicznej formie. To teatr zakorzeniony w lokalnej społeczności. Wykonanie spektaklu nie byłoby możliwe, gdyby młodzi ludzie nie dojrzewali razem z projektem, gdyby nie budzi

Tradycyjny "język haftu"

Czy wiedzieliście, że haftem można pisać? W opracowaniu dotyczącym symboliki zawartej na ukraińskich ręcznikach obrzędowych znalazłam "język haftu". To swego rodzaju pismo obrazkowe, a jak wiadomo, to najstarsza forma zamykania słów na długi czas. Nie są prawda wykute na skale, ale stworzone igłą i nitką. Zgodnie z tradycją pierwsze ręczniki otrzymywało się po urodzeniu. Była na nich rozpisana data urodzenia właśnie przez haft. Wersy oznaczające liczby, litery, wyrazy, można było odczytywać znając oczywiście symbolikę. Zaciekawiona, że można przez geometryczne wzory cokolwiek napisać, krążyło mi po głowie jak tego użyć. Myśli co prawda ucichły na dłuższy czas, ale dnia pewnego odezwała się do mnie Ania z pomysłem wykonania metryczki. Najpierw podsunęłam jej myśl umieszczenia starych symboli określających "matkę", ale zapalona żaróweczka przypomniała o białoruskim opracowaniu. Koncepcja zeszła na zupełnie inne tory, a zaufanie do mojej wizji dodało wiatru w ż

Dziewczynka i kogut - pierwsze parkowanie nici

Nastolatki miewają stany fascynacji i uwielbienia graniczącej z obłędem. Nie mogą spać, nie mogą jeść, głowę zaprzątają tylko myśli o "tym czymś", tak ważnym, że nic innego się wtedy nie liczy. Podobnie mówią o koniach, które z klapkami na oczach biegną w jednym kierunku i nie zatrzymają się, póki nie osiągną celu. Niestety i mi się to niedawno przytrafiło. Opętał mnie jeden wzór, przepięknie opracowany przez Olgę Sotnikovą - Dziewczynka i kogut. Zakochałam się w nim od pierwszego wejrzenia, bo wyraża sielskość, niewinność, trud pracy, historię... Urzekł prostotą obrazu i najzwyklejszym pięknem codzienności. Dziewczynka z kogutem chodziła za mną od jesieni. Nici skompletowane leżały w szafce, a ja przebierałam nogami, żeby tylko zacząć pracę nad tym uroczym obrazkiem. Ale po drodze święta i robienie pocztówek, małe rodzinne perypetie chorobowe i tysiąc innych drobiazgów. A w głowie tylko przewijała się myśl: "kiedy w końcu będzie czas na dziewczynkę?". St