Przejdź do głównej zawartości

Mini SAL Belle&Boo - haft (3)

Z ogromną przyjemnością haftuję dzieciaczki, chociaż wolny czas wcale nie jest łaskawy. Przegrywa często z pracą i ze zmęczeniem.
W sezonie wakacyjnym, jak na ironię, wolnych chwil u mnie jak na lekarstwo, bo to czas imprez, a co za tym idzie - mnóstwa służbowych obowiązków.
Udało mi się na szczęście wziąć urlop w sierpniu, poniekąd dlatego, że zamknięte przedszkole mojej Małej wymusiło całodzienną nad nią opiekę.
Wyjątkowo zgraliśmy się też urlopami z mężem (Halleluja!) i długo się nie namyślając ruszyliśmy odwiedzać rodzinę.
Wiedząc, że na pewno na miejscu znajdzie się czas na haftowanie, wzięłam ze sobą wszystkie potrzebne rzeczy. 

Może Elbląg to nie Kanary, ale wcale do dobrego resetu nie trzeba cienia palm i drinków z kokosów. Zapewniam, że kuchnia Buni (babci Helutki) nie jest w stanie nawet równać się z ekskluzywnymi restauracjami. A Magda Gessler przy kuchennym stole na bank pieściłaby swoje kubki smakowe do granic rozkoszy ;)

Moja Ania z kolei zajmowała się nadzwyczaj ciekawymi rozrywkami. Największą frajdę sprawiały jej wyścigi ślimaków, zbieranych z ogródkowych roślin, koszenie trawy i odwiedzanie piwnicy pełnej skarbów, do której zanurzała się co wieczór z wujkiem pomagając rozpalać piec. Ponadto miały miejsce zabawy z szaloną ciocią.
Tatuś relaksował się na swój sposób, a u mnie na materiale przybywały kolejne krzyżyki. Oczywiście w towarzystwie najlepszej na świecie drożdżówki i rozpływającego się w ustach jabłecznika (na samą myśl dostaję ślinotoku).

Nie udało mi się zrobić na raz całości, dlatego prace nad haftem trwały również  w Augustowie, gdzie spędzaliśmy czas w rodzinnym gronie z dzieciakami szwagra.
Nigdy nie podejrzewałam, że znajdę pomocników, którzy zamiast oglądania bajek będą kłócić się o miejsce obserwatora przy tamborku i o kolejność rozwijania i ucinania nici.

Całość dokończyłam już wykorzystując wieczory w domu. 




Zawsze warto wymieniać się doświadczeniami z  koleżankami po fachu.
Chaga zdradziła mi jak robi siatkę 10 x 10. Przepróbowałam i śmiało mogę powiedzieć, że była to cenna rada,
Trzeba tylko uważać, żeby nie zahaftować nylonowej nici, inaczej cały zarys siatki znika.

Agnieszko, dzięki za podpowiedź.


Wszystkie dotychczasowe części SAL-u w całości:


Kolejna odsłona uroczego haftu za mną, czekam niecierpliwie na kolejną część.

Komentarze

  1. Urlop udany, zatem akumulatory naładowane.
    Obrazek prezentuje się cudnie. U mnie też finisz dopiero we wrześniu, ale przecież nic się nie stało.
    Pozdrawiam. Ola.

    OdpowiedzUsuń
  2. Urlop nieważne gdzie, ważne z kim, ważne, że tak, jak się lubi!! Bardzo dobrze, że miałaś towarzystwo przy wyszywaniu. Bo jak to mówią ludowe mądrości "czym skorupka za młodu...." Oby rosło nowe pozytywnie zakręcone i zafolkowane pokolenie :))
    "Ręcami i nogami" popieram dzielenie się doświadczeniami z koleżankami po fachu. Ale jeśli chodzi o siatkę żyłkową, to wierzę na słowo, że pomaga w wyszywaniu. Ja nie mam do jej robienia kompletnie cierpliwości. Nawet nawlekanie igły wydaje mi się stratą cennego czasu :) A nie raz i nie dwa by się przydała... Co czasami czasu natracę, żeby się znaleźć to moje... Jakby się znalazł ktoś, kto będzie świadczył usługę żyłkowania materiału do haftu, to ja bardzo chętnie się piszę.
    Gromadka pięknie się powiększyła. A backstitche... Ehhh że też wcześniej się im lepiej nie przyjrzałam. Idealne :))
    margoinitka.pl

    OdpowiedzUsuń
  3. ten obrazek z każdą kolejną częścią podoba mi się coraz bardziej
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Ile dzieciaczków, świetny hafcik :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Podlasiem inspirowane (3) - haftowana okładka

Podlasie potrafi zachwycać.  Odkrywam coraz to nowe motywy, które skupiają na sobie uwagę nie pozwalając o sobie zapomnieć. Kiedy w ręce po raz pierwszy wpadł mi "Wzornik tradycyjnych haftów i koronek ręcznika ludowego. Haft krzyżykowy" jeden wzór wyróżnił się na tle pozostałych. Nic dziwnego, że pojawił się na okładce publikacji.  Wiedziałam, że kiedyś i ja go zrobię. Kolorystyka haftu może nasunąć skojarzenia z motywami ukraińskimi. I myślę, że daleko od prawdy byśmy nie odbiegli, bo Podlasie jest niezwykłą krainą, gdzie przeplatają się różne narodowości i mniejszości, a im bliżej wschodniej granicy, tym więcej widzi się wspólnych cech. Szczególnie w starym wzornictwie. Haftowanie krzyżykami jest też jedną ze starszych form - ustępuje mu tylko haft tkacki, z którego Podlasie zresztą słynie. Pojawiające się na jasnym płótnie ludowych ręczników czerwono-czarne barwy mają nie tylko wartość estetyczną. Wkraczają tu magiczne elementy: dla przykładu największe znacze...

Tradycyjny "język haftu"

Czy wiedzieliście, że haftem można pisać? W opracowaniu dotyczącym symboliki zawartej na ukraińskich ręcznikach obrzędowych znalazłam "język haftu". To swego rodzaju pismo obrazkowe, a jak wiadomo, to najstarsza forma zamykania słów na długi czas. Nie są prawda wykute na skale, ale stworzone igłą i nitką. Zgodnie z tradycją pierwsze ręczniki otrzymywało się po urodzeniu. Była na nich rozpisana data urodzenia właśnie przez haft. Wersy oznaczające liczby, litery, wyrazy, można było odczytywać znając oczywiście symbolikę. Zaciekawiona, że można przez geometryczne wzory cokolwiek napisać, krążyło mi po głowie jak tego użyć. Myśli co prawda ucichły na dłuższy czas, ale dnia pewnego odezwała się do mnie Ania z pomysłem wykonania metryczki. Najpierw podsunęłam jej myśl umieszczenia starych symboli określających "matkę", ale zapalona żaróweczka przypomniała o białoruskim opracowaniu. Koncepcja zeszła na zupełnie inne tory, a zaufanie do mojej wizji dodało wiatru w ż...

Perebory - podlaskie skarby

Strych - niesamowite miejsce owiane nutą tajemnicy. Docenia się go po upływie czasu. Wrzucane na bieżąco rzeczy nieprzydatne na dany moment stoją zapomniane, osiada na nich kurz, póki ktoś nie postanowi zdmuchnąć go i na nowo odkryć starocie. Mieszkanie w bloku ma swoje plusy. Brakuje w nim jednak dwóch ważnych miejsc, które są w domach: ogrodu i strychu właśnie. Zawsze zazdroszczę mieszkańcom domów stojących już od jakiegoś czasu, że mają do nich dostęp. Pamiętam, że jako dzieci uwielbialiśmy z rodzeństwem tą wspinaczkę po schodach jak na Mount Everest i docieranie do najlepszego miejsca zabawy w całym domu. Z dumną pralką Franią, książkami, ubraniami, domowymi sprzętami. Być może ten obraz wyidealizował się w pamięci, a czas go dodatkowo podkolorował, ale wrażenia z przebywania na strychu dalej tkwią w sercu. Podlasie ma w sobie wiele takich nieodkrytych i z czasem zakurzonych skarbów, których miejsce nie jest na strychu, ale w głównym pokoju. W południowej części, blisko Białe...