poniedziałek, 30 listopada 2015

Folk on the street. Budki i karmiki w wersji folk.

Może od początku...
Już kolejny rok z rzędu moi kreatywni znajomi kontynuują akcję "Folk on the street" w Białymstoku. Chodzi z grubsza o to, żeby w miejskiej przestrzeni przemycać ludowe elementy. Jestem dwiema rękami i nogami za, bo po pierwsze: miasto pięknieje, po drugie: miasto się edukuje, po trzecie: miasto się utożsamia.

W ramach akcji powstały do tej pory fantastyczne projekty. Najbardziej znany wszem i wobec jest mural "Dziewczynka z konewką". Trochę inny zamiar i tytuł przyświecał idei, bo źródłem była baśń "Wielkoludy" opracowana przez Wojciecha Załęskiego w książce "Hecz precz stała się rzecz. Wydobyte z kufra pamięci". *

(fot. WOAK w Białymstoku)

Autorką projektu jest Natalia Rak. Wzorowała się na stroju podlaskim. Mural zdobi ścianę budynku przy Alei Piłsudskiego. Pierwotnie miał powstać inny projekt, ale może i dobrze się stało, że urodziła się taka dziewczynka. Przy okazji ocalało też drzewo, które tu idealnie się wkomponowuje.
Dziewczynka jest tak przeurocza, że postanowili ją skopiować Chińczycy w mieście Ningbo, ale to już inna historia.

Jedna z pierwszych inicjatyw to:

(fot. WOAK w Białymstoku)

(fot. WOAK w Białymstoku)

Koronkowy mural na ścianie budynku Uniwersytetu Medycznego na ul. Mickiewicza malowany przez NeSpoon.

(fot. WOAK w Białymstoku)

I jeszcze tymczasowa instalacja koronkowo-pajęczej sieci przy Ratuszu na Rynku Kościuszki.

W kooperacji artystów z Białorusi (Kontrart) i Polski powstało graffiti przy ogrodzeniu Stadionu na ulicy 11 listopada. Niestety zniknęło już z miejskiej przestrzeni. Szkoda.

(fot. WOAK w Białymstoku)

(fot. WOAK w Białymstoku)

Kasia Magdziak i jej PleciaQ. Instalacja papierowych żyrandoli w Galerii Alfa.

(fot. WOAK w Białymstoku)

(fot. WOAK w Białymstoku)

 I jeszcze pole papierowych róż, które zakwitły przy Galerii Białej.

(fot. WOAK w Białymstoku)

Ach, i jeszcze tego samego roku powstała Gra na smartfon "Folk on the street". We współpracy z firmą Leviteo.

A tegoroczne świeżynki to:

G(wa)ra w Scrabble - Pauliny Horba. Zwroty używane na Podlasiu ułożyły się w hasła popularnej gry słownej, a że nasze województwo jest wielokulturowe, to bogactwo zapożyczeń językowych widać na załączonym obrazku:

(fot. WOAK w Białymstoku)

Mural (adres jak na obrazku) jest autorstwa Katarzyny "Katki" i Macieja "Kamera" Szymonowiczów. Wspólnie tworzą projekt ETNOGRAFF. "Wycięte z natury"  nawiązują do motywów podlaskiej wycinanki.

(fot. WOAK w Białymstoku)

Najmłodsze działanie to folkowe budki lęgowe, które zawisły w parku za pałacykiem ślubów na ul. Kilińskiego. 
To już projekty Małgosi Masłowieckiej-Tomaszczuk i Adama Ślefarskiego. 

(fot. M. Adamski)

Zainteresowanie budkami było duże, dlatego powstał pomysł organizacji warsztatów, na których można było własnoręcznie ją stworzyć. Możliwością do wyboru był również karmnik - i ja z tej opcji skorzystałam. Prace wyglądały następująco:

Faza 1 - skręcanie karmnika 
Przykręciłam co prawda kilka śrub, ale męska ręka dokończyła. Robiony był od podstaw - jak z Ikei - układanie puzzli z dociętych na wymiar elementów.

Faza 2 - szlifowanie
To mi zajęło trochę czasu, bo dopieszczałam drewno, by nie zostało szorstkie

Faza 3 - baza
Małgosia pomaga w rozrobieniu farby. Interesował mnie kolor kremowy. Nigdy bym nie podejrzewała, że po zmieszaniu farb białej, czerwonej, kanarkowej, wściekle pomarańczowej i czarnej powstanie taki ładny krem :)

(fot. M. Adamski)

Faza 4 - malowanie
Jako, że rozrobionego koloru wyszło na styk, to wewnętrzna część daszku i krawędzie pomalowane są na biało. Może i dobrze wyszło, bo ptaszki będą miały jasny sufit.

(fot. M. Adamski)

Faza 5 - wzór
Zainspirowałam się haftem z przyramka bluzki kurpiowskiej. Charakterystyczny motyw występuje w rejonie Puszczy Białej, a dokładnie w okolicach Pułtuska. Każda hafciarka tworzyła swój własny wzór z zachowaniem kanonu, trudno było znaleźć dwa identyczne. Dlatego z czystym sercem postawiłam na inspirację i wiernie go nie odwzorowałam.

(fot. M. Adamski)

(fot. M. Adamski)

Prawie skończona jedna strona daszku, jeszcze dopieścić górną część i zbliżam się do finału. 
Widok z góry - z "pasem startowym" dla ptaszków.


Do obejrzenia podsuwam jeszcze cały fotoreportaż z warsztatów

Karmnik kurpiowski pójdzie od Mikołaja pod choinkę, ale o tym cśś...


Baśń "Wielkoludy" 
Ziemia kiedyść równa była jak stół i rośli na jej lasy, płyneli rzeki. Nas nie było... znaczy ludzi takich jak my, tylko po lasach żyły ludzie wielkiego rostu, wielkoludy. I one byli ze wszystkim beztołkowne. Nie umieli nic robić, ani siać, ani orać. Nie mieli świń ni krów, ni nic. Tylko tak narwie malin z krzakami z korzeniami, zrobi takiego kłocza, wsadzi do gęby, pośsie, pośsie i kumiaka wyplunie. Albo znajdzie pszczoły w drzewie... to sosne złamie i taź possie, possie i pójdzie. Pszczoly tno po gębie... a dla jego nic. Zwierzyne złapie... też na surowo zeżre. Ale potem nastali czasy, że jedzenia zabrakło... bo ile taki musiał zjeść, żeby się nażreć? I wtedy nastali takie jak my, małe ludzi. Ale już gospodarne... orali, siali, zbierali, robili mąka, piekli chleb... A te wielkoludy chodzili, podglądali i dziwowali sie. - Musim tak i my- mówi jeden do syna. - Musim tak jak te malcy pracować, bo inaczej zginota. Koniec nam. Powyrywali chwojki, porobili sochi... wołów takich wielkich nie było... to same ciągali. A co nawyrabiali to widać po dziś dzień. Narobili dziur, kurhanow, jamow, dołow. O... te góry to ichnie bierezionki. Podglądneli, że ludzie cość do ziemi sypio... no to nanieśli kamieni i narzucali do ziemi. Siądli i czekali, czekali aż do zimy i umarli z głodu.

piątek, 13 listopada 2015

Broszki w błękicie

Serwuję kolejną porcję broszek. 
Przyznam, że wciągnęły mnie niesamowicie. Przede wszystkim dlatego, że efekty pracy widać dosyć szybko. A to dla niecierpliwych duży plus. 

Wyzwaniem w tak małych haftach jest szukanie motywów, które można zamknąć w 2,5 cm. 
Zastanawiałam się, jakie mogą być niebieskie kwiaty i do głowy wpadły mi chabry i niezapominajki. Pomniejszyłam je do właściwych rozmiarów i są:


Niezapominajki poszły w prezencie dla teściowej, bo to ona podsunęła pomysł kolorystyczny. Niebieski pasował jej do wizytowej sukienki, a małe kwiaty spodobały jej się najbardziej.

Eksperymentem był też motyw dzwoneczków.


I trójca w komplecie:


Kolejna porcja niedługo.

poniedziałek, 2 listopada 2015

Chusteczka Mieszczan Żywieckich

Oprócz haftowania mam jeszcze jednego bzika. Wtorkowymi wieczorami wymykam się na próby. Ćwiczymy oberki, hołubce, krakowiaki, fafury, tupacza i śpiocha. Tak, tak, tańczę w zespole pieśni i tańca. Daje mi odskocznię od codziennych obowiązków, odrobinę ruchu, a przede wszystkim dużo endorfin szczęścia. 
Mogę też z nim połączyć swoją pasję. 
Oto historia...
W swoim repertuarze mamy tańce Mieszczan Żywieckich. Bardzo je lubię, bo to taki mix - poloneza, poleczki, walczyka, mazura, itp. Ale nie o tym. Strój z tego regionu jest bardzo okazały. Niewtajemniczeni mówią, że dziewczyny wyglądają jak lalki i jest w tym dużo prawdy. 


Spódnica na kole, czepiec ze wstążkami, ale przede wszystkim tiulowe fartuszki, szale, kryzy i chusteczki. I to właśnie o tej ostatniej będzie mowa. 

Zamarzyło mi się mieć własną chusteczkę. 
Czekało mnie nie lada wyzwanie, bo to coś, czego nigdy nie robiłam - haft na tiulu. Teoretycznie, bo po zakupie rzeczonego tiulu, nie był to materiał, który układałby się jak trzeba. Był najzwyczajniej w świecie za sztywny. Kolejna droga zaprowadziła mnie do sklepu z firankami. Naszukałam się trochę tego, czego mi naprawdę trzeba, bo ciężko było znaleźć materiał z odpowiednimi oczkami i bez żadnych wzorków. Z całości wykorzystałam tylko górną część, najgładszą. 

Materiał zdobyty, więc zaczęły się kombinacje, jak obszyć chusteczkę. Metodą prób i błędów udało się opracować ścieg robiony w stu procentach igłą do haftu.


Najdłuższej robiło się właśnie wykończenie, ale dzięki temu, że koronka nie jest naszywana, chusteczka ma swój urok. 
Czas na sam haft. 
Przeszperałam oczywiście wszelkie możliwe publikacje na temat stroju żywieckiego, żeby jak najwierniej odtworzyć tradycyjny motyw. Powstał niewielki wzór na rogu chusteczki.

A żeby spersonalizować swoje dzieło na drugim rogu wyhaftowałam inicjały.


W całości chusteczka ma wymiary 30 x 30 cm.


W pełnej krasie:


Drugą, a w zasadzie pierwszą robioną chusteczkę, podarowałam koleżance z zespołu.


I powiem, że miło jest tańczyć, gdy ma się pod ręką coś bardzo osobistego, tylko mojego.