Przejdź do głównej zawartości

Posty

Weekend pod znakiem kartek

Zastanawiam się czasem, czy to świat tak szybko się kręci, że doba wydaje się krótsza niż 24 godziny, a tygodnie uciekają przez palce? Czy to tylko my nadajemy sobie to ekspresowe tempo życia i obowiązków? Wyglądając ostatnio przez okno, zdałam sobie sprawę, że drzewa do tej pory świecące pustkami zaczęły się  zielenić, wypełniać soczystością. Krokusy już powoli przekwitają. Tak długo wyczekiwana wiosna nadeszła. Coraz więcej czasu spędzamy na świeżym powietrzu. Rowery odkurzone, wracają do łask.  A wolnych, leniwie upływających weekendów jak na lekarstwo. Na szczęście jeden się znalazł. Ostatni koniec tygodnia udało mi się twórczo spożytkować i nadrobić kartkowe zaległości. Jest tu też kilka wcześniejszych kartek, które nie doczekały się publikacji. Przygotujcie się na zdjęcia. (Digi od Small wingels projekt )

Mówią, że nie ma osób niezastąpionych...

Mówią, że nie ma osób niezastąpionych, jednak od każdej reguły bywają wyjątki. Ostatnie dni w pracy upłynęły pod szyldem pożegnania. Wiem, że odejść na emeryturę trzeba, ale jeśli odchodzi na nią przyjaciel, osoba, która zostawia po sobie pokój zionący pustką, ktoś, kogo śmiech i głos zawsze było słychać po przekroczeniu progu, tym bardziej odzywa się tęsknota. Dla jednego to radość z zasłużonego odpoczynku, dla drugiego czas poukładania sobie na nowo rzeczy. Emerytura naszej garderobianej Asi (a w zasadzie Janiny) nie dopadła nagle. Wiedzieliśmy, że trzeba się będzie z nią zmierzyć, ale była to myśl tak odległa, jak "co Chińczycy jedzą dziś na deser". Trudno było uzmysłowić sobie, że maszyna do szycia nie będzie miarowo warczeć za ścianą, nie będzie fruwających nitek i igieł znajdowanych na podłodze, przeklinania między strojami. Ten dzień jednak nadszedł.  Jestem myśli, że każdy dobry gest, ciepło - wraca. I wróciło do Asi ze zdwojoną siłą.  Takiego poż...

Parada Belle & Boo zagospodarowana

Projekt Chagi  i organizowany przez nią SAL Mini BB zszedł z tamborka w grudniu zeszłego roku. Jeszcze raz powiem, że niezwykle miło haftowało się tę uroczą gromadkę. Prace z igłą zakończone - więc czas na zagospodarowanie haftu.  Nie było to łatwe zadanie, głównie ze względu na jego rozmiar czyli ok. 24 x 70 cm. Nietypowa wielkość powodowała, że w głowie układało się już od samego początku wiele pomysłów. Z góry założyłam, że nie będę zamykać haftu w ramki. Byłoby to proste rozwiązanie, ale dla mnie zbyt oczywiste. Wiedziałam, że musi to być rzecz, którą będzie się używało. Pierwszym pomysłem było wplecenie haftu w poszewkę dziecięcej kołderki. Długo trzymałam się tej myśli, ale porzuciłam ją. Częste pranie mogłoby zniszczyć pieszczony haft, poza tym Ania już wyrasta ze swojej kołderki i trzeba ją wyposażyć w większą. Pomysł ostatnich miesięcy kiełkował i stał się tym ostatecznym. Jakiś czas temu babcia znalazła w second handzie wałek do łóżeczka Ani, który z...

Narzędzia nie-hafciarskie

Przepis na haft: tkanina (aida, len, płótno - wedle uznania)  1 tamborek 1 igła mulina - w zależności od wzoru 1 nożyczki lub przecinak Może tak było dawno, dawno temu, ale ta bajka to już legenda. Każdy rękodzielnik ma teraz swój warsztat, czasem to tylko wygodny fotel przy stoliczku, czasem w pełni zaaranżowana przestrzeń. Nie wystarcza już jedna igła i jeden tamborek.  Sprzętów i rzeczy, które ułatwiają pracę jest obecnie mnóstwo. Ich ilość zależy od zasobności portfela i upodobania hafciarek, a te są tak różne jak charaktery. Pomijam już fakt, że niekiedy wymaga to zakupu odpowiednich mebli, gdzie jak chomiki, my hafciarki, upychamy rzeczy przydatne, bo szkoda wyrzucić. zdj. pixabay.com Mój kącik jest mobilny, ale najczęściej haftuję przy stole, na którym rozkładam swoje narzędzia. Nie będę rozpisywać się w temacie najlepszych igieł, materiałów czy nożyczek - każdy metodą prób i błędów znajduje akcesoria najbardziej mu odpowiadające. Mogę tylko rz...

Woreczek po łowicku

Haft płaski zaniedbałam ostatnimi czasy. Powrócił na warsztat z nieokiełznaną radością. Nie samymi krzyżykami przecież człowiek żyje. Po raz kolejny rzecz ma swoją własną historię i przeznaczenie. Zapytana przez koleżankę o to, czy ktoś nie uszyłby jej woreczka na wymiar, zadeklarowałam, że mogę spróbować jej zrobić. Ba, nawet wyhaftować. Takie obietnice składa się tylko osobom, które się ogromnie lubi, co w tym przypadku miało miejsce. Lubię haftować z przeznaczeniem i myślą o kimś, do kogo moja praca trafi.  Materiał i igła to czują i wiedzą, czy mają się układać pięknie, czy stawać w poprzek na złość. Na bazę wybrałam czarną wełnę i podkleiłam fizeliną, żeby mulina nie ściągała materiału. Inspirację czerpałam ze wzoru łowickiego, a konkretnie z przyramka bluzki. Z pomocą przyszły mi "Wzory polskich haftów ludowych" wydawanych przez Krajową Agencję Wydawniczą autorstwa Elżbiety Piskorz (jeszcze nie Branekovej) Zresztą publikacje na tematy ludowych wyszy...

Mini SAL Belle & Boo - finał

Co się zaczyna, musi się kończyć. Słodka parada Belle & Boo schodzi z tamborka. SALowe efekty prac już widać na blogach dziewczyn.  Ostatnią część haftowałam z nutką nostalgii, że to już koniec. Agnieszka przyzwyczaiła nas do tych maleńkich postaci i ciężko się z nimi rozstawać. Ostatni fragment w moim hafcie: Patrząc z perspektywy całości mam swoje ulubione fragmenty w paradzie.   Mały kotek zamknięty w przestrzeni 1 cm x 1 cm skradł moje serce na samym początku. W całości: Skoro finał - to czas na refleksje. Praca nad haftem była czystą przyjemnością. Nie tylko ze względu na opracowany wzór, ale i na materiał. Idąc za propozycją Agi wybrałam Murano Lugana 32 ct kolor 770. Nie pracowałam na nim wcześniej, lecz okazał się strzałem w dziesiątkę. Igła szła jak po maśle.  Na pewno zamówię więcej i w innych kolorach, muszę tylko obrabować bank.  Dużym wyzwaniem było konturowanie - wydawało się straszne na początku...

Słodkie Święta - życzenia

Choinka świeci już lampkami, z kuchni wydobywają się zapachy pobudzające apetyt, odkurzacz pracuje na pełnym gazie, przygotowania do najwspanialszych rodzinnych Świąt idą pełną parą. Chcę Wam je trochę osłodzić i przesłać życzenia. Niech magia bożonarodzeniowego czasu trwa nie tylko od 24 do 26 grudnia, niech świąteczny stół służy rozmowom, przy których będziecie spoglądać na siebie z ciepłem w oczach, niech te chwile będą prawdziwym odpoczynkiem. Do życzeń dołączam pierniki, których w tym roku upiekłam chyba tonę i lukrowałam je w listopadowe i grudniowe wieczory. Oczywiście pomagała mi w tym Ania. (zdj. Urszula Paśnikowska) (zdj. facebook, Beauty Nails Point) Pochwalę się jeszcze swoimi zimowymi pazurami: (zdj. Urszula Paśnikowska) Słodkich Świąt!