Przejdź do głównej zawartości

Posty

Poduszka po kaszubsku

Wiele prac, które wędrują spod moich rąk do znajomych ma swoją historię. I tak było też tym razem. Czerwcową część urlopu postanowiliśmy spędzić w Stajni Zamczysk , by w ciszy oderwać się na chwilę od rzeczywistości. Do tego miejsca przymierzałam się już jakiś czas, urabiając męża, by przy okazji tam wskoczyć. Nie bez powodu, bo była to jednocześnie okazja do odświeżenia znajomości z koleżanką z podstawówki (Księżniczką w kaloszach) . Nasze zbieranie się trochę trwało, bo w małżeństwie najtrudniej zgrać się z urlopami... Plany stawały się powoli rzeczywistością i w końcu ruszyliśmy. Co prawda mąż był przerażony odpoczynkiem bez elektroniki (czyt. komputer, internet, tv), ale koniec końców przeżył i to z pozytywnym wrażeniem. Paulina wiedziała o moich zainteresowaniach, więc wspomniała, żebym wzięła hafciarskie przyrządy i pokazała jej co nieco. Zresztą jeśli chodzi o folkor, to myślę, że nadajemy na podobnych falach. Robótki i tak były spakowane, ale dorzuciłam do nich kil...

Belle & Boo - Make a wish

Zakochałam się we wzorach z uroczą dziewczynką Belle i jej króliczkiem Boo.  "Make a wish" ukazał się w brytyjskim czasopiśmie "Cross Stitcher". Zamówiona wcześniej kwadratowa ramka czekała cierpliwie na haft, który miał w niej zagościć.  Powolutku przekonywałam się do lnu obrazkowego i pomimo wcześniejszych obaw, chyba się polubiliśmy. To już drugi obrazek z tej serii robiony na lnianej tkaninie.  I na niej prezentuje się najlepiej: Przyznam szczerze, że konturowanie, szczególnie włosów i ulatujących nasion dmuchawca, było kłopotliwe. Ale moja inwencja twórcza nie odbiegła daleko i nie wyrządziła szkody ogólnemu wyrazowi. :) Rąbek pracy technicznej zostaje uchylony - tak wygląda praca przed konturowaniem: A tak po:

Podlaska Oktawa Kultur czyli Białystok w ludowych barwach

Ostatnie tygodnie i dni były dość napięte i pracowite.  Jak co roku lipiec wypełniony był po brzegi przygotowaniami do Podlaskiej Oktawy Kultur - IX Międzynarodowego Festiwalu Muzyki, Sztuki i Folkloru, by mieć swój finał w ostatnim tygodniu miesiąca. Zrobiło się barwnie, gwarno, muzycznie, tanecznie, a oczy miały swoją ucztę przy przepięknych kostiumach z różnych stron świata. Za kulisami, w samym sercu wydarzeń i jako organizator, mogłam podpatrzeć z bliska to, co mnie najbardziej zajmuje - detale strojów, hafty, koronki... Podkradam więc zdjęcia ze strony  Podlaskiej Oktawy Kultur  i przedstawiam w pigułce. Tego nie da się opowiedzieć inaczej niż fotografią. Ukraińskie motywy:  Białoruskie:  Chorwackie: Węgierskie: Cypryjki skradły serce mojej córce. Wróciła wyprzytulana  i wycałowana czerwonymi ustami. Włoskie nakrycia głowy kobiet: Litewskie chodaki i samodz...

O kurczę...!

Historia zaczyna się następująco:  rozmawiamy sobie z koleżanką z pracy i od słowa do słowa luźnej pogawędki, której temat spadł na moje haftowanie, pada pytanie: - A kurę masz? Tylko jakąś małą. Przewertowałam swoje wzory i pokazuję różne kury... Ta za duża, ta niezbyt fajne kolory, ta odpada w przedbiegach... Jest. Mały, prosty wzór podkreślony konturowaniem.  - O, ta za..ebista! Bo to dla faceta, mój brat uwielbia kury. Trochę długo zabierałam się za haft, ale brak ograniczeń czasowych rozleniwia.  Wena przyszła po urlopie - nota bene spędzonym częściowo wśród (!) kur.  Kilka wieczorów siedzenia przy tamborku i gotowe. Debatowałyśmy wcześniej, w co można wkomponować haft i ostateczna decyzja padła na pudełko. Poszukiwania gotowego pasującego kolorystycznie oczywiście skończyły się fiaskiem. Ale jak mówi przysłowie: gdy zamykają się drzwi, otwiera się okno. Pudełko powstało od podstaw czyli cartonnage znów był "na tapecie".  Ma...

Koniec roku szkolnego - podziękowania nauczycielkom

Rok szkolny, a w zasadzie u mnie przedszkolny, dobiega końca. W przedszkolu co prawda nie pracuję, ale zdarza mi się prowadzić zajęcia dla maluchów i uwrażliwiać je na folklor przez tańce, zabawy, gry, czy prezentację ludowych strojów. Niekiedy dzieciaki w grupie, do której trafiam to słodkie… łobuzy.  Dlatego podziwiam wszelkie nauczycielki i nauczycieli, bo ich praca jest bardzo ważna i bardzo wymagająca.  A docenienie jej na pewno dodaje wiatru w żagle.  Przedszkolankom mojej córki postanowiłam podziękować w dość prosty sposób. Małe słodkie "conieco". Do każdej zapakowanej czekolady dołączyłam kartkę z podziękowaniem.    Maki są robione z papieru gniecionego na mokro, farbowane suchymi pastelami.    Mam nadzieję, że Panie poczuły się docenione. Czasem drobny gest wystarczy za milion słów.

Pas do sukienki - motyw ukraiński

Niektóre prace jak wino - muszą swoje odleżeć, żeby dojrzały.  I tak było w tej historii.  Jakieś 6 lat temu... Tak, 6 lat temu nabyłam piękny kawałek białego lnu.  A na tym lnie, jak nic zamarzył mi się motyw ukraiński. Kolory wszak klasyczne i eleganckie zarazem (na marginesie moje ulubione połączenia kolorystyczne: biel, czerń i czerwień). Od krzyżyka do krzyżyka wyłaniała się powoli coraz to nowa " зірка" (gwiazda) opleciona geometryczną ramą.  Jednak wzór w swojej powtarzalności zmęczył mnie odrobinę i postanowiłam go odłożyć.  Na całe 6 lat... Wstępnym założeniem motywu był pas do sukienki. Po latach zebrałam chęci do stworzenia nowego - na czarnej wełnie, robionego płaskim haftem. Przy tej okazji - i stary doczekał się swojego finału. Prawdę mówiąc, niewiele brakowało, żeby doprowadzić haft do mety. Ukazał się więc światłu dziennemu w takiej formie: Pas ma regulację jak w gorsetach. Przyszyte srebrne kółka przewleczone są czerwo...

Dzień Matki

W tym roku 26 maja obfitował w uroczystości. Akurat tego dnia wypadała uroczystość Bożego Ciała, Dzień Matki, a na dodatek urodziny mojego męża. Mąż dostał swoją niespodziankę osobiście. Mamom z kolei - wieczór wcześniej powstały specjalnie kartki z osobistymi życzeniami. W ten wielki dzień postanowiłam je zaskoczyć i dostarczyć je osobiście.  Wpakowałam córkę w fotelik i wyruszyłyśmy na misję rowerową. Najpierw zawitałyśmy do Mamy męża. Z gorącymi całusami dostała z rąk wnusi kartkę z pudełkiem. Do mojej Mamy trafiła taka kartka: Byłoby fajniej, gdyby obie Mamy nie mieszkały na dwóch końcach miasta... Rowerowa misja to w sumie 20 kilometrów do przebycia.  Po dojechaniu do domu - padłam. Ale najważniejsze, że niespodzianki się udały. Uśmiechy na twarzach Mam - bezcenne.