sobota, 11 maja 2019

Tradycyjny "język haftu"

Czy wiedzieliście, że haftem można pisać?

W opracowaniu dotyczącym symboliki zawartej na białoruskich ręcznikach obrzędowych znalazłam "język haftu". To swego rodzaju pismo obrazkowe, a jak wiadomo, to najstarsza forma zamykania słów na długi czas. Nie są prawda wykute na skale, ale stworzone igłą i nitką.

Zgodnie z tradycją pierwsze ręczniki otrzymywało się po urodzeniu. Była na nich rozpisana data urodzenia właśnie przez haft. Wersy oznaczające liczby, litery, wyrazy, można było odczytywać znając oczywiście symbolikę.

Zaciekawiona, że można przez geometryczne wzory cokolwiek napisać, krążyło mi po głowie jak tego użyć. Myśli co prawda ucichły na dłuższy czas, ale dnia pewnego odezwała się do mnie Ania z pomysłem wykonania metryczki.
Najpierw podsunęłam jej myśl umieszczenia starych symboli określających "matkę", ale zapalona żaróweczka przypomniała o białoruskim opracowaniu. Koncepcja zeszła na zupełnie inne tory, a zaufanie do mojej wizji dodało wiatru w żagle.
Dostałam któregoś wieczoru cynk od Ani: "Aga, szykuj igły, koleżanka jedzie na porodówkę!".
Nawet nie wiecie, jak taka informacja potrafi przyspieszyć pracę. Wszystkie potrzebne informacje, już po zakończeniu całej akcji porodowej, dostałam na gorąco i rozrysowałam schemat.

Nie wiem jaka magia kryje się we wzorach z ręczników obrzędowych, ale powtarzalność motywów wprowadzała w odprężający stan umysłu.
Dosyć sprawnie krzyżyki pojawiły się na lnianej kanwie.

Kolejne wersy znaczą liczby i wyrazy: 2 - tysiąc - 0 - setki - 1 - dziesiątki - 9 - rok narodzenia - 1 - 5 - kwiecień (wieńczące wzór ząbki).


Metryczkę wypełnił tekst pisany powszechnie znanym alfabetem.





Oprawa w białą ramę wielkości A4 dopełnia całości.

W mojej interpretacji tradycyjnego "języka haftu" wzór tworzy to co najcenniejsze - wspomnienia.

czwartek, 2 maja 2019

Z podlaskiego kufra - ręcznik ludowy

Motywy haftów w wielu polskich regionach mają swój charakter, były lub są tworzone w pewnym kanonie. Dlatego łatwo jest określić, który haft skąd pochodzi.
Bez trudu rozpoznaje się łowickie wielokolorowe róże, białe kujawskie kwiaty na jednolitym tle czy kaszubskie schematy.

Na Podlasiu i ręcznikach obrzędowych ten zbiór haftów jest tak ogromny, że można z niego brać garściami, a i tak pewnie nie wyczerpuje się tematu do końca.
Z lubością przeglądam katalogi ręczników ludowych i obserwuję tę piękną różnorodność.

Ostatnio miałam ogromną przyjemność zanurzyć się w jeden motyw na dłużej, ponieważ zajmowałam się wykonaniem haftu według autentycznego wzoru z 1920 r. z Plosek na Podlasiu.

Ręczniki obrzędowe nie służą tylko ozdobie, wyrażają o wiele więcej. 
Symbolika w nich ukryta określa postrzeganie świata. Nie bez przyczyny ręcznik ma dwa końce: pierwszy to początek życia, drugi jego zmierzch. Tymi końcami splatano również ręce nowożeńcom na znak połączenia dwojga ludzi w jedno. Ręcznik dawniej towarzyszył w wielu momentach życia: podczas narodzin, chrztu, ślubu, śmierci. Otaczano nim to, co najważniejsze i był zawsze podczas ważnych momentów. 
Wzór ptaków pojawia się często i zazwyczaj określa małżonków, którzy niedługo połączą się i stworzą rodzinę, dlatego na wielu ślubnych ręcznikach ptaki wiją swoje miejsce.
Ręcznik obrzędowy to swojego rodzaju świętość, dlatego pracując na czystym materiale i upiększając go haftem miałam wrażenie, że to o wiele więcej niż zwyczajna tkanina.

Poprzednio pokazywałam gotowy wzór.

Zobaczcie jak wygląda w pełnym słońcu na chwilę przed tym, jak trafi do swojej właścicielki.



czwartek, 25 kwietnia 2019

Z podlaskiego kufra, czyli jak powstawał haft na ręczniku obrzędowym

Jak cenne są pamiątki, nie muszę podkreślać. Nadajemy zwykłym z pozoru rzeczom wyjątkową wartość. W swoich szufladach mam kilka takich skarbów po jednej i drugiej babci, biżuterię od mamy lub drobiazgi, z którymi czuję się mocno związana.

W moim regionie (Podlasie) na strychach mogą kryć się w rzeczach różne historie.
Jedna z nich przywędrowała do mnie zimą. Pani Iwona powierzyła w moje ręce ludowy ręcznik z kufra cioci. Znajdują się tam jeszcze inne skarby, ponieważ ciocia sama tkała materiały.
Ten trafił do mnie z prośbą o wykonanie na nim haftu.


 Nie miałam wątpliwości, że dotykam czegoś ważnego. Sam fakt, że to tkanina robiona ręcznie, nie z fabryki, do tego sprzed pół wieku, napawał wyjątkowością.
 Temat ręczników ludowych zaczęłam zgłębiać już wcześniej, ponieważ jest to niesamowite źródło haftowanych wzorów. Ale co innego oglądać je w książkach, a co innego być odpowiedzialnym za upiększenie haftem. 
Zabierając się do pracy miałam świadomość, że będę go gnieść, kłuć, spinać, naciągać na tamborek - po prostu rozkładać ręcznik na czynniki pierwsze.
Z drżeniem rąk podchodziłam do niego na początku, ponieważ z tyłu głowy byłam odpowiedzialna za jego kształt i nie było mowy o pomyłkach, czy pruciu, które zostawiłoby ślady.
Ale nie taki diabeł straszny, jak go malują - mówi przysłowie. 
Wzór rozrysowałam, nici przygotowałam, to do roboty.


Pani Iwona wybrała motyw ze "Wzornika tradycyjnych haftów i koronek". Nie bez przyczyny jest z miejscowości Ploski na Podlasiu, ponieważ jest nią związana. 
Dwa niebieskie ptaki, z rozłożonymi skrzydłami, niosą kwiatowy wieniec. 


Tkanina bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. Początkowe obawy, że nie jest o jednolitym splocie i haftowanie będzie utrudnione, okazały się zbędne. Materiał okazał się miękki i igła bardzo ładnie wchodziła między nici. Bałam się, że przy mocniejszym naciąganiu haftu i napinaniu tamborka będą widoczne marszczenia. Na szczęście tak się nie stało.

Pierwsze zaczęły wyłaniać się ptaki. Zresztą one pochłonęły najwięcej czasu i wysiłku.



Ręczniki ludowe są haftowane na dwóch końcach, dlatego siłą rozpędu zrobiłam najpierw cztery ptaki - po dwóch stronach. 
Wypełnianie wszystkich pochłonęło 7 motków granatowej nici i 4 jasnoniebieskiej.

W dalszej kolejności na warsztat poszły kwiaty w trzech wersjach kolorystycznych.




Zdjęcie robione wieczorem nie oddaje kolorów haftowanego motywu, ale szkielet najbardziej pracochłonnych części wyglądał tak:


Etap kolejny to dołożenie zieleni, liści, drobniejszych kwiatów i wypełnienie wzoru w szczegółach.

Patrząc na gotowy haft wydaje się, że może powstać w miarę szybko. Przeliczyłam się trochę i wpadłam w czasopułapkę, którą sobie zgotowałam.
Praca nad tym podlaskim motywem pochłonęła większość wieczorów od połowy lutego do końcówki kwietnia.
Podwójna praca, bo haft musiał być zdublowany na drugim końcu ręcznika ludowego.


Zwieńczeniem wzoru było dodanie inicjałów właścicielki., co pozwoliło spersonalizować ręcznik.

Dla porównania haft w autentycznej formie z 1920 r. ze zbiorów Muzeum w Bielsku Podlaskim.



wtorek, 9 kwietnia 2019

Różany ogród

Lubimy mieć możliwość wyboru.
Nie ważne czy decydujemy o ogromnie ważnych sprawach, czy o kolorze skarpetek - wybierając mamy pewność, że układamy dni po swojemu.
Kiedyś na szkoleniu z komunikacji interpersonalnej wykładowcy sprzedali świetny trik, jak dawać możliwość kontrolowanego wyboru. Sprawdza się to świetnie szczególnie przy wychowywaniu małego człowieka, kiedy nie pytasz "czy zje zupę?", tylko "wolisz pomidorową czy ogórkową?".
Nie raz przepraktykowałam - działa (mam nadzieję, że dziecko mi wybaczy w przyszłości).

Już wcześniej pokazywałam Wam biżuterię z rozwiniętą różą. 
Szklane bazy, na które naciągam materiał, mogą być komponentem uniwersalnym. Pasują idealnie do broszki, kolczyków, naszyjnika oraz pierścionka.



Najfajniejsze, że każdy element kompletu jest indywidualną częścią.
Pole wyboru jest tu ogromne. Można łączyć zawieszkę z pierścionkiem, pierścionek z kolczykami, broszkę nosić osobno. Wszystko zależy od preferencji i wyobraźni do czego będzie pasować najlepiej.

Zobaczcie jeszcze jak poszczególna biżuteria wygląda solo.





Wzór róży jest z kolekcji "Różany Ogród".

Sami widzicie, że można go komponować w biżuterii na wiele sposobów.


wtorek, 12 marca 2019

Dziewczynka i kogut - oprawa

Ponad dwa lata temu zachwycił mnie cudny wzór Olgi Sotnikovej "Dziewczynka i kogut".
O ile sięgam pamięcią, powstawał na tamborku, gdy miałam więcej wolnego czasu, ponieważ dziecię chorowało, a ja byłam zmuszona do opiekowania się nią w domu. Kiedy Ania regenerowała swoje siły podczas snu, ja w ramach odpoczynku wykorzystywałam go na twórczą pracę.

Przy tworzeniu haftu, wcielałam w życie zasady parkowania nici, o których pisałam. Korzystam z nich przy większych projektach do dnia dzisiejszego i ta technika bardzo się sprawdza.

Zamyślona dziewczynka i jej gniewny kogut przeleżeli sobie beztrosko na dnie szuflady długi czas, ponieważ nie śpieszyłam się zbytnio z oprawą. Niekiedy praca musi przeleżeć, zanim nie znajdzie swojego właściciela. A jak ten już pojawia się na horyzoncie - motywuje do wykończenia dzieła.

Początkowo szukałam w myślach ramy pasującej do pracy, ale jak to podobnie bywa z butami - póki nie przymierzysz, nie dowiesz się czy będą wygodne. Myślenie myśleniem, a w końcu spakowałam haft w torbę i udałam się do pracowni oprawy i sklepu z ramami w jednym. Oczywiście nie chciałam przesadzać z wydawaniem pieniędzy, więc budżet miał być rozsądny. Fachowiec na miejscu podopasowywał razem ze mną haft w różnych kombinacjach. 
Finalnie obyło się bez passe-partout, bo obrazek bronił się sam.


Myślę, że udało się go wpasować w idealną ramę.


Właściciel był mega zadowolony :)

niedziela, 17 lutego 2019

Naszyjnik czy broszka? Oto jest pytanie.

Nie raz stajemy przed dylematem co wybrać. 
Trzeba kombinować, co do czego będzie pasowało, co z czym się najlepiej połączyć. Szczególnie jeśli chodzi o ubiór i dodatki. 
Haftowana biżuteria pasuje do większości rzeczy. Najchętniej noszę naszyjniki i broszki. Przepraktykowałam je już w wielu kombinacjach - do eleganckiej sukienki, do dzianinowej marynarki, do swetrów, białej bluzki w zestawieniu z jeansami. Możliwości jest naprawdę wiele, odrobina wyobraźni wystarczy, by drobnym dodatkiem nadać charakteru całej stylizacji.

Oplatającymi się dwoma różyczkami postanowiłam ozdobić biżuterię.



Wzory na pierwszy rzut oka wydają się takie same. 
Nic bardziej mylnego. Haftowanie dwóch identycznych motywów jest wręcz niemożliwe. Nawet przy powtarzalnym schemacie wystarczy, że igła z nitką pójdą kilka milimetrów dalej i zmienia się cała kompozycja. W tym wzorze widać to szczególnie po liściach różyczek.
Dzięki temu też każda rzecz, która wychodzi spod igły jest jedyna w swoim rodzaju.

Naszyjnik czy broszka? Na którą opcję wy byście się zdecydowały?

piątek, 8 lutego 2019

Nowe szaty Zafolkowanej

Pamiętacie baśń Hansa Christiana Andersena o królu, który w swojej pysze chciał mieć najpiękniejsze stroje, aż w końcu zatrudnił krawca, który mu przehandlował, że najlepiej wygląda w niewidzialnej kreacji? Finalnie władca pokazał się swojemu ludowi jak go pan Bóg stworzył, a na ziemię sprowadził go dopiero komentarz dziecka, że "król jest nagi".

Mam nadzieję, że nie podzielę losu króla i nie skompromituję się.
Zazwyczaj wiosna jest momentem, kiedy porządkuje się gniazda, mieszkania, chce się świeżości i pobudki z zimowego snu. Do wiosny jeszcze chwila, ale postanowienia odświeżenia szaty Zafolkowanej zostały poczynione.

Kiedy powstawało pierwsze logo specyfikacje były dwie: kolorystyka pereborów (czerwień, czerń) i sam motyw tego unikalnego podlaskiego haftu tkackiego. Czas przyzwyczaił mnie do grafiki, która powstałą dwa i pół roku temu. Ale i przyszedł moment, kiedy trzeba coś zmienić. 
Subtelny wywiad dał obraz, z czym kojarzy się dawne logo - z kapslem, pierogarnią, a może z piekarnią? 

Z pomocą przyszła Kasia Tomasik z UniKaTo studio graficzne. Zaproponowała odświeżenie logo i zminimalizowanie wizualne. Jak krawcowa zgrabnie przerobiła starą sukienkę na nowoczesną kieckę. Zajrzyjcie do Kasi z ciekawości i zobaczcie, jakie jeszcze cuda wyczarowuje.  
Logo zyskuje drugie życie, a Zafolkowana nową szatę i motywację do wyzwań.
Już zakasuję rękawy i otwieram głowę na świeże pomysły.


Inspiracje podlaskimi pereborami pochodziły z tych fotografii:

Perebora wykonana przez p.Antoninę Waszczeniuk ze wsi Dołhobrody
zdj. wikiperdia

Perebora wykonana przez Zofię Jówko z miejscowości Hrud, niedaleko Białej Podlaskiej
zdj. M. Adamski


To jak? 
Piszecie ze mną nowy rozdział? 

środa, 6 lutego 2019

Perebory - podlaskie skarby

Strych - niesamowite miejsce owiane nutą tajemnicy. Docenia się go po upływie czasu.
Wrzucane na bieżąco rzeczy nieprzydatne na dany moment stoją zapomniane, osiada na nich kurz, póki ktoś nie postanowi zdmuchnąć go i na nowo odkryć starocie.

Mieszkanie w bloku ma swoje plusy. Brakuje w nim jednak dwóch ważnych miejsc, które są w domach: ogrodu i strychu właśnie. Zawsze zazdroszczę mieszkańcom domów stojących już od jakiegoś czasu, że mają do nich dostęp. Pamiętam, że jako dzieci uwielbialiśmy z rodzeństwem tą wspinaczkę po schodach jak na Mount Everest i docieranie do najlepszego miejsca zabawy w całym domu. Z dumną pralką Franią, książkami, ubraniami, domowymi sprzętami. Być może ten obraz wyidealizował się w pamięci, a czas go dodatkowo podkolorował, ale wrażenia z przebywania na strychu dalej tkwią w sercu.

Podlasie ma w sobie wiele takich nieodkrytych i z czasem zakurzonych skarbów, których miejsce nie jest na strychu, ale w głównym pokoju. W południowej części, blisko Białej Podlaskiej, w miejscowości Hrud, znajduje się pracownia. Unikalna na skalę kraju, a gdyby sięgnąć dalej, to i świata. Staraniami instruktorów z Gminnego Ośrodka Kultury w Białej Podlaskiej w 1998 r. została utworzona Pracownia Tkackiej w Hrudzie.

Dlaczego jest taka unikalna? Krosna jak krosna, tkaczki są jeszcze w innych miejscowościach.
Ano dlatego, że ręce pań: Zofii Jówko, Marianny Jówko i Marianny Sawczuk tkają PEREBORY.
To w zasadzie nie tkanina, a haft tkany. Powstaje nie za pomocą igły i nitki, a przy użyciu drewienka do wybierania i czółenka.
Jest tworzony razem z tkaniną, dlatego wymaga nie lada fachu. Już samo przygotowanie krosna to praca na kilka dni. Odsyłam Was do opisanego procesu na stronę o pereborach nadbużańskich.
Finalnie ten haft tkacki robi ogromne wrażenie, ponieważ jest nie do podrobienia.

Nacieszcie oczy wzorami:


Powyżej to wąskie pasy wykorzystane do stójek koszul, tuż przy szyi.


Szersze perebory zdobią mankiety.


A najszersze pasy wykorzystywane są do zdobienia bluzek między ramionami i łokciami.

To tylko niektóre ze wzorów, które zostały wykonane w Pracowni Tkackiej w Hrudzie.
Mnie inspirują cały czas, a w jaki sposób?
Niedługo Wam pokażę.


* Zdjęcia pereborów zrobione są przez Marcina Adamskiego.


niedziela, 3 lutego 2019

Biżuteria vintage - kolejne starcie

Prostota z klasą zawsze mają w sobie dużo elegancji.
Ulubiona kolorystyka, czyli połączenie czerwieni i czerni dodatkowo to podkreśla.
Jak w ogrodzie królową kwiatów jest róża, tak w moich drobiazgach nie schodzi ona z piedestału.
To kwiaty bardzo wdzięczne do haftowania, ponieważ można je komponować na wiele sposobów.

Eksperymenty z biżuterią vintage rozpoczęłam od jednej rozwiniętej róży.
Tworząc broszki nie zastanawiałam się, by oprawiać je w inny sposób. No, może jako naszyjnik. Ale to kwestia osobistych preferencji, ponieważ biżuterii zazwyczaj nie noszę na co dzień. Koleżanka, podpatrując moje gotowe maleństwa, zaproponowała, że widziałaby je jako kolczyki.
Specjalnie dla niej zamówiłam bazy do wkomponowania haftu.
Gotowa biżuteria bardzo mi się spodobała. Nie podejrzewałam, że może wyglądać tak unikalnie.


Obiecane kolczyki przygotowałam specjalnie dla Kasi, z którą miałam okazję współpracować przez kilka miesięcy. Chciałam zostawić jej pamiątkę i jednoczenie podziękować. 
Gratisem przy przekazywaniu prezentu było spotkanie przy pysznej herbacie, wspólna rozmowa i niezwykle mile spędzony czas.


Motyw róży jest na tyle uniwersalny, że postanowiłam go powtórzyć na naszyjniku.


Zdjęcia różnią się odrobinę kolorystycznie, ponieważ robione były o różnej porze i różnymi aparatami. Fotografie nie zawsze oddają też rzeczywisty obraz. Przede mną jeszcze dużo pracy nad kompozycją zdjęć i ich robieniem, ale dopóki są chęci do nauki, to wszystko jest możliwe.

sobota, 19 stycznia 2019

Vintage w czerwieni

Rzeczy, szczególnie stare, które opowiadają swoją historię zachwycają mnie od zawsze.
Ale nieczęsto zdarza się takie skarby posiadać. 
Jak na lekarstwo jarmarków staroci, na których można kupić rzeczy - dla jednych zbędne, dla drugich zachwycające. Zamieniają się raczej w targi z wygórowanymi cenami, gdzie fachowcy-zbieracze odsprzedają drogie antyki.
Natura chomika powoduje, że czasem fajnie poszperać w cudzych rzeczach i znaleźć małe skarby.
Małgosia z bloga Margo i nitka często pisze o wizytach na bazarku pod Młynem, gdzie jest mydło i powidło. Nawet nie wiecie, jak zazdroszczę jej ogromnie takiego miejsca w mieście.

Istnieje też druga opcja. 
Jeśli nie można znaleźć wiekowych rzeczy, to wystarczy postarzyć nowe.
Myślę, że w takim klimacie jest biżuteria, która ostatnio gości w moim domu.
Ostre igły układają nici w kwiatowe kompozycje. Ta akurat spodobała się Karolinie i poprosiła o kolczyki.



Bazy są bardzo subtelne. Brak ozdobnej obwódki podkreśla haft i to on wiedzie tu pierwsze skrzypce.

Wielkość bazy to 18 na 25 milimetrów.

Nosiłybyście takie kolczyki?
Karolina z pewnością będzie czuć się wyjątkowo, bo drugiej takiej pary nie ma.

poniedziałek, 14 stycznia 2019

Podaj dalej (5) - niespodziewana paczka

Jeszcze przed świętami do mojej skrzynki na listy trafiło dziwne avizo.
Nie spodziewałam się przesyłki, bo prezenty od Mikołaja zamawialiśmy wcześniej, by uniknąć korków przy doręczaniu.
Pod koniec roku lubią też przychodzić różne roczne wezwania do zapłaty, więc z myślą odebrania urzędowej korespondencji poszłam na Pocztę.
Wątpliwości zostały rozwiane przy okienku, kiedy w moje ręce trafiła przesyłka od Pupidok malujemy nitką.

Zajrzyjcie do środka razem ze mną:





Bogactwo papierów do kartek w bożonarodzeniowym klimacie będzie musiało poczekać do następnych świąt, ale nie wykluczam, że zbiorę się i zaplanuję wcześniejsze powstanie kartek. Co roku zakładam sobie takie spotkanie na wcześniejszy termin, a wychodzi jak zwykle - czyli przy dobrych wiatrach pod koniec listopada.

Zachwycił mnie zeszyt z kwiatowej serii Pigny. Mam do niego ogromny sentyment, bo były to moje ulubione zeszyty do języka polskiego. Prowadziłam je bardzo starannie, kolorowo i kreatywnie. Swoją drogą muszę pogrzebać w pudłach, żeby je odnaleźć i na nowo się w nie zanurzyć.

Haftowaną zakładkę sprezentuję pożeraczowi książek i  kolekcjonerowi zakładek. Nie tylko dlatego, że znajdzie tam ciepły kącik i ciepłe ręce do pieszczenia, ale kolory to ulubione barwy tej osoby.

Znalazły się w przesyłce również rzeczy idealne do haftu. Subiektywnie najlepsza mulina, na której pracuję czyli DMC i czerwony len słowacki o gęstszym splocie. Z haftowaniem na nim krzyżykami może być trudno, ale zawsze można pokombinować z płaskimi motywami.

Ogromnie dziękuję za niespodziankę.

Śpieszę też i po raz kolejny ogłaszam u siebie "Podaj Dalej".
Kontynuując zabawę - dwie osoby, które będą chciały otrzymać niespodziankę ode mnie, niech zgłoszą się poniżej w komentarzu, zobowiązując się jednocześnie do dalszego podawania dalej.