poniedziałek, 3 grudnia 2018

Podlasiem inspirowane (5) - beret

Po ponurym listopadzie spędzonym w domu nastał grudzień. Przełom jesieni i zimy to zdecydowanie nie mój czas roku. Przygnębiające puste od liści drzewa, ukrywający się pod kapturami i szalikami ludzie, niebo przykryte szarością... w tym roku ten czas przewegetowałam. W połowie października naderwałam wiązadło w stopie i dodatkowo ją skręciłam, więc zostałam na długi czas unieruchomiona w domu. W każdej sytuacji trzeba szukać dobrych stron. Długie siedzenie było okazją do nadrobienia robótek. Ale tak różowo to nie wyglądało. Stopa nadęta przez kilka tygodni jak balon nie pozwalała cieszyć się gratisowym wolnym czasem, a pośladki od ciągłego siedzenia szybko drętwiały. Weszłam w tryb spowolnienia zamieniając się w żółwia, bo na taki stan poruszania się pozwalała mi kontuzja. Mimo wszystko "coś" udało się podgonić.

Zeszłej zimy kupiłam beret z myślą o przyozdobieniu go. Mój poprzedni zaczął już nadgryzać zębem czas i haft na nim nie wyglądał świeżo. Planowałam upiększyć nowy kwiatowym motywem robionym płaskim haftem. Przypomniałam sobie jednak, że w szufladzie jest dawno kupiona kanwa rozpuszczalna, by z nią poeksperymentować. Dlatego zmieniłam koncepcję na haft krzyżykowy, a idąc dalej po nici motywów podlaskich królujących ostatnimi czasy, wybór padł na różyczkę. Nie zdziwi pewnie nikogo fakt, że to inspiracja ręcznikami ludowymi. Kwiat pojawił się na ruczniku z miejscowości Spiczki w gminie Orla. 


Czytając opinie o rozpuszczalnej kanwie dowiedziałam się, że po wyschnięciu bardzo usztywnia nici. I faktycznie krzyżyki są dosyć twarde, jakby były prane w mocnym krochmalu. Mojemu wełnianemu beretowi wyszło to na dobre, ale przy planowaniu haftu na delikatniejszym materiale może to przeszkadzać.


Mrozy chwyciły, więc nakrycie głowy długo nie czekało na premierę.
I takim sposobem promuję ludowe motywy, a jednocześnie w uszy ciepło.


8 komentarzy: