poniedziałek, 26 listopada 2018

Podlasiem inspirowane (4) - broszki

Temat broszek przewija się w moich pracach jak rzeka. Ta miniaturowa forma zachwyciła mnie już dawno. Pierwsze wzory pojawiające się na tamborku były proste, kwiatowe, robione płaską techniką. Z dawnych modeli nie zostało nic, ponieważ świetnie rozeszły się jako prezenty. Zresztą dalej sprawdzają się w tej roli.

Potem przyszła pora na kaszubskie broszki robione na jasnym tle. O miłości do wzorów kaszubskich pisałam na początku powstawania bloga. Trwa ona niezmiennie, chociaż jak w małżeństwie, czasem wymaga, żeby od siebie odpocząć. 
W sercu jednak ma swoją pełną szufladkę.

Ostatnimi odkryciami są ręczniki ludowe i hafty podlaskie. To tak głębokie źródełko, że są tu i krzyżyki, i płaskie hafty, i koronki, i kwiaty, i geometria, i ptaki - słowem "czym chata bogata".
Postanowiłam pokombinować z krzyżykami, bo w końcu to jedna ze starszych form wzornictwa na ręcznikach. Wertowanie książek kartka po kartce i przyglądanie się najdrobniejszym szczegółom pobudzało we mnie Sherlocka Holmesa. Palić, nie palę, więc fajka odpada, płaszcz i kraciasta czapka - nie w moim guście, ale lupa przyszłaby z pomocą, a tej brak. Wytężałam zatem swój wzrok, by na podstawie zdjęć odtworzyć drobne wzory, które wkomponowałyby się w miniaturową przestrzeń. W ruch poszły kartki z zeszytu i rozrysowywanie schematów. Te, które najbardziej skradły serce mam na świstkach papieru.
Swoją drogą uwielbiam taką badawczą pracę, te dociekania, poszukiwania, szperania i chodzenia od nitki do kłębka.

Jedne z kwiatowych motywów są z miejscowości Chidry z rejonu brzeskiego. Dziś to Białoruś, ale kiedyś nasz region przechodził z rąk do rąk. Jedyną stałą byli mieszkańcy, którzy przechowywali tradycje w rodzinach i swoich domach.
Wzór znalazł się na ręczniku wykonanym przez Nadzieję Lewczuk ok.1935 r. Przywędrował w okolice Bielska Podlaskiego, ponieważ tu został odkryty i sfotografowany do publikacji książkowej.


Trafił na broszki w dwóch wersjach lustrzanego odbicia. Tu jeszcze bez oprawy.


Następny to wzór z Łoknicy, gmina Bielsk Podlaski. Ten fragment jest zaaranżowany na potrzeby broszki, ale motywy są jak najbardziej ludowe.


Wyhaftowałam po raz drugi prototypy broszek. Dopieściłam je troszkę i proszę, jakie wyszły.
To fragment z ręcznika ludowego z Narewki, powiat hajnowski, z 1 połowy XX w. Cały schemat jest we "Wzorniku tradycyjnych haftów i koronek ręcznika ludowego. Haft krzyżykowy".


Fragment, który również jest wyszperany ze wzornika i opisany z Dubiażyna, powiat bielski, z 1934 r. znalazłam też na ręcznikach z miejscowości Knorydy, gm. Bielsk Podlaski.


Na początku tworzenia broszek trudnością było zminimalizowanie haftu do wielkości 1,8 × 2,5 cm, bo takie kruszynki spodobały mi się najbardziej. Internetowe poszukiwania baz trochę trwały, ale udało mi się znaleźć satysfakcjonujące półfabrykaty. Z pomocą we wkomponowaniu haftu w broszki przyszedł niezawodny Wujcio Google i post Chagi. Ale i tak własne kombinacje pozwoliły mi osiągnąć satysfakcjonujący efekt.
Broszki są robione na szklanej bazie - łatwiej naciągnąć materiał na twardszą formę i wymodelować go tak, by był naprężony. Dzięki temu są też wypukłe i nadają charakteru starego medalionu.

Broszki poszły w świat. Jako czuła matka wysłałam je z gniazda wierząc, że trafiają do dobrych rąk.
Mam nadzieję, że obdarowane osoby będą miały miłą niespodziankę.


wtorek, 13 listopada 2018

Podlasiem inspirowane (3) - haftowana okładka

Podlasie potrafi zachwycać. 

Odkrywam coraz to nowe motywy, które skupiają na sobie uwagę nie pozwalając o sobie zapomnieć. Kiedy w ręce po raz pierwszy wpadł mi "Wzornik tradycyjnych haftów i koronek ręcznika ludowego. Haft krzyżykowy" jeden wzór wyróżnił się na tle pozostałych. Nic dziwnego, że pojawił się na okładce publikacji. 
Wiedziałam, że kiedyś i ja go zrobię.

Kolorystyka haftu może nasunąć skojarzenia z motywami ukraińskimi. I myślę, że daleko od prawdy byśmy nie odbiegli, bo Podlasie jest niezwykłą krainą, gdzie przeplatają się różne narodowości i mniejszości, a im bliżej wschodniej granicy, tym więcej widzi się wspólnych cech. Szczególnie w starym wzornictwie. Haftowanie krzyżykami jest też jedną ze starszych form - ustępuje mu tylko haft tkacki, z którego Podlasie zresztą słynie.
Pojawiające się na jasnym płótnie ludowych ręczników czerwono-czarne barwy mają nie tylko wartość estetyczną. Wkraczają tu magiczne elementy: dla przykładu największe znaczenie przypisywano czerwieni, która chroniła przed urokami i złymi mocami.* 
W dzisiejszych czasach znaczenie "rucznika" znacznie zmalało, coraz mniej osób tworzy go w tradycyjnej formie. Ale malowane igłą schematy mają w sobie tyle piękna, że inspirowanie się nimi to ogromna przyjemność.

Powtarzalność motywów i geometryczne kombinacje pozwalały mi na przenoszenie się myślami w różne zakątki. Jest w tym trochę czarów. Samo odtworzenie tradycyjnych motywów już ma w sobie coś z wędrówki w przeszłość i obcowania z tym, co było. Po raz pierwszy haftowanie sprawiało mi ogromną przyjemność i miało dodatkowe wartości. Trudno to ująć w słowa, ale czuło się w powietrzu oddech czegoś mistycznego. 
Czy podczas haftowania można mieć ciarki? 
W tym przypadku tak było.

Po Mini SALu Belle&Boo została mi Murano Lugana. Na tym materiale igła śmigała jak po maśle, więc śmiało wzięłam go po raz kolejny na warsztat.
W zapasach znalazły się też nici DMC: czarna (310) i czerwona (666).
Materiały są, chęci do pracy także, więc do dzieła. 


Haft przebył ze mną długą drogę. Pierwsze krzyżyki postawiłam w domu, ale...
Pakując walizki na wakacje, nie mogło zabraknąć wśród ubrań i kosmetyków ręcznych robótek. No bo jak to - hafciarka jedzie wypoczywać nie biorąc nic ze sobą? Zgodzą się ze mną haftoholiczki, że najlepszy wypoczynek nie może się obyć bez tamborka. Wolny czas wypełniają nici i igły. A na urlopie go nie brakuje.




Do tego przepyszna kawa na tarasie i takie widoki - relaks idealny.


Podczas wypoczynku udało mi się haftować w różnych miejscach. Najciekawszym z nich był samolot. Lot w końcu trwał ponad 5 godzin. Miałam pewne obawy, co do szmuglowania nożyczek. Zabrałam na pokład tylko narzędzie do prucia, którego na szczęście, nikt mi nie skonfiskował. 
Aczkolwiek przyglądałam się minom kontrolerów bagażu podręcznego.
Do pracy wysoko nad chmurami przygotowałam się docinając sobie wcześniej określone długości nici. Kończyłam je na prawej stronie haftu, a po wylądowaniu i rozpakowaniu torby, docięłam wszystkie sterczące kawałki.

Sam haft wymagał poświęcenia mu czasu, dlatego finalizowałam go też po powrocie do domu.
Przeleżał trochę zanim zabrałam się do wkomponowania go w całość.
Maszyna do szycia wyciągnięta z kąta miała okazję znów trochę pofurczeć. 
Podchodzę do niej cały czas z dozą nieśmiałości, która przeradza się często w przeklinanie pod nosem, a gdy do tego przed północą słychać ciężkie wzdychanie męża przeplecione powtarzającym się często jak mantra zdaniem: "...idź już spać, kobieto" i kończącą się czarną nicią na szpulce - to w myślach krążą coraz bardziej wysublimowane epitety.

Na szczęście, nawet w najdłuższym tunelu pojawia się światełko.
Finalnie haft - jak poczwarka - przeobraził się w motyla. 
Powstała okładka na zeszyt.
Można ją bez problemu zdjąć i zakładać na inny.




Wzór jest tak piękny, że jeszcze wrzucam zbliżenie na sam haft.


Motyw, nad którym pracowałam to wzór z Łoknicy, gm. Bielsk Podlaski.

* A. Dębowska, K. Sołub, J. Sołub; "Katalog ręczników ludowych gminy Bielsk Podlaski"