poniedziałek, 26 lutego 2018

Parada Belle & Boo zagospodarowana

Projekt Chagi i organizowany przez nią SAL Mini BB zszedł z tamborka w grudniu zeszłego roku.
Jeszcze raz powiem, że niezwykle miło haftowało się tę uroczą gromadkę.
Prace z igłą zakończone - więc czas na zagospodarowanie haftu. 

Nie było to łatwe zadanie, głównie ze względu na jego rozmiar czyli ok. 24 x 70 cm. Nietypowa wielkość powodowała, że w głowie układało się już od samego początku wiele pomysłów. Z góry założyłam, że nie będę zamykać haftu w ramki. Byłoby to proste rozwiązanie, ale dla mnie zbyt oczywiste. Wiedziałam, że musi to być rzecz, którą będzie się używało.

Pierwszym pomysłem było wplecenie haftu w poszewkę dziecięcej kołderki. Długo trzymałam się tej myśli, ale porzuciłam ją. Częste pranie mogłoby zniszczyć pieszczony haft, poza tym Ania już wyrasta ze swojej kołderki i trzeba ją wyposażyć w większą.

Pomysł ostatnich miesięcy kiełkował i stał się tym ostatecznym. Jakiś czas temu babcia znalazła w second handzie wałek do łóżeczka Ani, który zabezpiecza główkę przed uderzeniami w twarde poręcze. Długo zostawał bez poszewki, bo zabierałam się do niej jak pies do jeża.
Przyszedł jednak czas, by wyjąć maszynę do szycia i po raz kolejny wojować z materiałem i nieokiełznanym jeszcze sprzętem. Kilka godzin bojów zaowocowało finalnie poduszeczką. 


Postawiłam na prosty krój cukierka. Wszywanie zamków, jeszcze do tego krytych, to na chwilę obecną czarna magia do ujarzmienia.


Do haftu musiałam doszyć fragmenty materiału, który jest jednolity z tyłem podusi. Gimnastyki przy maszynie było co niemiara, bo jedyny materiał (wyszukiwany długo) pasujący kolorystycznie był gumowany. 


Poduszeczka spełnia swoją funkcję bardzo dobrze. Przy wieczornym czytaniu układamy ją wzdłuż łóżeczka i na niej Ania kładzie swoją główkę oglądając jednocześnie obrazki w książeczkach. 
I tak przed snem przytulamy się: ja, Ania, podusia... i tona maskotek.

czwartek, 8 lutego 2018

Narzędzia nie-hafciarskie

Przepis na haft:
tkanina (aida, len, płótno - wedle uznania)
 1 tamborek
1 igła
mulina - w zależności od wzoru
1 nożyczki lub przecinak

Może tak było dawno, dawno temu, ale ta bajka to już legenda.
Każdy rękodzielnik ma teraz swój warsztat, czasem to tylko wygodny fotel przy stoliczku, czasem w pełni zaaranżowana przestrzeń. Nie wystarcza już jedna igła i jeden tamborek. 
Sprzętów i rzeczy, które ułatwiają pracę jest obecnie mnóstwo. Ich ilość zależy od zasobności portfela i upodobania hafciarek, a te są tak różne jak charaktery.
Pomijam już fakt, że niekiedy wymaga to zakupu odpowiednich mebli, gdzie jak chomiki, my hafciarki, upychamy rzeczy przydatne, bo szkoda wyrzucić.

zdj. pixabay.com

Mój kącik jest mobilny, ale najczęściej haftuję przy stole, na którym rozkładam swoje narzędzia. Nie będę rozpisywać się w temacie najlepszych igieł, materiałów czy nożyczek - każdy metodą prób i błędów znajduje akcesoria najbardziej mu odpowiadające. Mogę tylko rzucić światło na własne upodobania i przyrządy - czasem nieoczywiste - ułatwiające mi hobby.

Uwielbiam igły i nici DMC - nie mam problemu przed opróżnianiem portfela, wiedząc, że płacę za jakość. Najbardziej lubię pracować najcieńszymi czyli 28. Posiadam je w duuużych ilościach, po pierwsze dlatego, że giną mi w tajemniczych okolicznościach, po drugie przy większych projektach i parkowaniu, każda nić ma własną igłę.

W szufladach leży kilkanaście tamborków: kilka drewnianych, trochę ramko-tamborków o różnych rozmiarach i kwadratowy na klipsy.
Największy sentyment mam do drewnianych jako pierwszych, na których zaczynałam hobby, aczkolwiek coraz więcej pracuję na plastyczniejszych ramko-tamborkach
Tego ostatniego plastikowego kwadratu używam tylko przy robieniu siatki nylonową nicią - rozczarował mnie, ponieważ materiał na nim nie jest dość napięty i szybko się luzuje.


Mam też nieoczywiste narzędzia, niekoniecznie hafciarskie, które bardzo mi się przydają.

Niezastąpiony organizer nici 
Szukając odpowiedniego pudełeczka do nici, którymi na bieżąco haftuję, nadwoiłam się, natroiłam i niczego nie znalazłam. Dlatego skroiłam sobie pod wymiar organizer na podręczne drobiazgi. Pisałam już o nim tutaj. Po prawie dwóch latach użytkowania nadal świetnie mi się sprawuje, nawet przy częstym zabieraniu go w podróże.


Stojak na książkę kucharską
Często do haftu potrzebny jest wzór, który przenoszę na tkaninę. Może nie jestem jeszcze starszym pokoleniem, ale nie lubię posiłkować się czytnikami, laptopami czy tabletami. Papier natomiast kusi mnie w każdej postaci. Wzory drukuję, kleję jeśli potrzeba, rozkładam na stole, odznaczam mazakami. Przy rozłożonych na blacie kartkach gimnastyka dla kręgosłupa przy ciągłym zerkaniu na schemat nie jest lekka. Wyposażyłam się więc w stojak do książki kucharskiej, najzwyklejszy, bambusowy. Dzięki niemu mam wzór tuż przed oczami. Często pod bieżące wzory schowane są inne, nad którymi pracuję jednocześnie, więc potrzebne schematy mam zawsze pod ręką.


Tablica magnetyczna
Żadne novum w akcesoriach hafciarskich, bo można ją nabyć w internetowych pasmanteriach bez problemu. Do przytrzymywania kartek ze wzorami - prawie idealna. Byłaby w pełni, gdyby jej wielkość faktycznie odpowiadała A4. Jest ciut mniejsza i zawsze muszę podcinać kartki, bo denerwują mnie wystające i zaginające się brzegi. Za to świetnie się na niej odznacza obecne miejsce haftowania.



Magnesy
W każdych ilościach - sprawdzają się przy odznaczaniu miejsca haftu, odkładam na nie igły w danej chwili nieużywane, a przydające się za moment. Poza tym świetnie nadają się do szukania i podnoszenia zgubionej na podłodze igły. Magnesom mówię zdecydowane "tak"!


Małe szczypce do biżuterii
Po co hafciarce szczypce do biżuterii? Ano są świetne do wyciągania igły. Zabezpieczając końcówkę nici pod innymi na spodzie haftu czasem ciężko chwycić igłę w paluchy. Na pomoc przychodzą właśnie szczypce i voila! igiełkę wyciąga się bez problemu.


Klipsy do papieru
Przytrzymują wszystko co potrzebne: fruwające kartki, materiał i poduszeczkę na igły, którą dostałam od Karoliny z Bawełnianych niteczek. Swoją drogą to wstyd, że do tej pory nie mam poduszeczki własnoręcznie robionej. Marzy mi się biscornu, ale zanim się za nią zabiorę miną pewnie lata.


Rolka do czyszczenia ubrań
Bardzo przydatna przy płaskim hafcie, szczególnie na czarnym tle. Zbieram nią paprochy, które lubią przyczepiać się do materiału na tamborku. Jest też niezawodna przy zbieraniu końcówek nici ze stołu. Przy braku pod ręką rolki do ubrań świetnie sprawdza się też taśma klejąca.


Kubek z kawą
Przy pracy lubię pić kawę, choć to niezdrowe przyzwyczajenie, bo haftuję głównie wieczorami. Matki dodatkowo mają w zwyczaju pić frappe, zimne jak lód. Ta wersja niestety musiała mi zastępować gorący napój. Do czasu, kiedy niedawno dostałam na imieniny kubek, który rozwiązał ten problem. W zestawie jest podgrzewacz. Genialne wyjście. Kawa jest gorąca przez długi czas.


Ot, takie to moje hafciarskie zwyczaje i nietypowe pomoce rękodzielnicze.

A Wy macie swoje przyzwyczajenia?