poniedziałek, 19 września 2016

Belle & Boo - Ahoy there!

W najnowszym wrześniowym numerze Cross Stitchera pojawił się wzór, obok którego nie mogłam przejść obojętnie. 

Zauroczona wzorami z serii Belle & Boo wiedziałam, że wszystkie inne robótki pójdą w kąt i nie tknę ich do czasu, póki nie skończę uroczej dziewczynki i jej króliczka.
Chociaż tym razem wzór nie jest typowy - zabrakło króliczka. Zamiast niego jest drewniany koń na sznurku, a sama Boo wciela się w postać małej piratki. Jak sugeruje redaktor naczelna - to motyw do pokoju chłopięcego, ale jest on tak urzekający, że nie rozdrabniałabym się nad tym, do kogo ma trafić.

Po analizie wzoru i przejrzeniu brakujących kolorów wniosłam małe poprawki. Lenistwo przemówiło i podpowiedziało, żeby nie kupować motków tylko dla kilku krzyżyków. Posłużyłam się więc wzornikiem nici DMC i dobrałam numerację z dostępnych zasobów tak, by nie odbiegała od oryginału. Takim sposobem chustka Belle i pasy na sweterku robione były zamiennymi kolorami.
Dodatkowo, w wielu miejscach wzoru krzyżyki wychodziły poza konturowanie, więc starałam się stawiać je w ¾, żeby zachować łagodniejszy obrys.

Wychodzę z założenia, że haftowanie ma sprawiać przyjemność.
I tej przy pracy nie zabrakło. 
Idąc też tropem pirackim - dostałam przy tamborku wiatru w żagle i obrazek powstał dość szybko.








Jeszcze nie raz powitam na tamborku wzory tej serii.

poniedziałek, 12 września 2016

Poduszka po kaszubsku

Wiele prac, które wędrują spod moich rąk do znajomych ma swoją historię. I tak było też tym razem.

Czerwcową część urlopu postanowiliśmy spędzić w Stajni Zamczysk, by w ciszy oderwać się na chwilę od rzeczywistości. Do tego miejsca przymierzałam się już jakiś czas, urabiając męża, by przy okazji tam wskoczyć. Nie bez powodu, bo była to jednocześnie okazja do odświeżenia znajomości z koleżanką z podstawówki (Księżniczką w kaloszach). Nasze zbieranie się trochę trwało, bo w małżeństwie najtrudniej zgrać się z urlopami...

Plany stawały się powoli rzeczywistością i w końcu ruszyliśmy. Co prawda mąż był przerażony odpoczynkiem bez elektroniki (czyt. komputer, internet, tv), ale koniec końców przeżył i to z pozytywnym wrażeniem.

Paulina wiedziała o moich zainteresowaniach, więc wspomniała, żebym wzięła hafciarskie przyrządy i pokazała jej co nieco. Zresztą jeśli chodzi o folkor, to myślę, że nadajemy na podobnych falach. Robótki i tak były spakowane, ale dorzuciłam do nich kilka publikacji z ludowymi wzorami i poszewki na poduszki kupione w Biedronce jako bazę do haftu.

Czas na wsi spokojnej inaczej płynie dla wypoczywających, inaczej dla gospodarzy. dlatego na mini warsztaty miałyśmy tylko godzinkę uszczkniętą gdzieś wieczorem. 
Paulina wybrała prosty wzór kaszubski. 
Rozrysowałyśmy wzór na poszewkach, i jedyne co zdążyłyśmy zrobić razem, to jeden środek kaszubskiego tulipana... i tyle.

Pracę dokończyłam już sama korzystając z wolnych chwil w domu. 
Trochę rozczarował mnie materiał poszewki. Osnowa rozłaziła się przy jakimkolwiek naciągnięciu i trzeba było ją prostować. Nie wspomnę już, że przy napiętym materiale na tamborku - puścił szew... 
Na szczęście mogłam liczyć na pomoc mojej niezawodnej Asi, która podszyła poszewkę bawełną i przestębnowała boki. 
Poszewka jest grubsza, ale dzięki temu fajniej się układa.

A sam haft prezentuje się tak:





I na płasko:


To był wielki come back haftu kaszubskiego na tamborek, bo już dawno nie korzystałam z niego przy większej formie (nie liczę broszek).
Mówią: "stara miłość nie rdzewieje". 
I mają rację, bo fascynacja kaszubskim do mnie wróciła.

poniedziałek, 5 września 2016

Belle & Boo - Make a wish

Zakochałam się we wzorach z uroczą dziewczynką Belle i jej króliczkiem Boo. 
"Make a wish" ukazał się w brytyjskim czasopiśmie "Cross Stitcher".
Zamówiona wcześniej kwadratowa ramka czekała cierpliwie na haft, który miał w niej zagościć. 
Powolutku przekonywałam się do lnu obrazkowego i pomimo wcześniejszych obaw, chyba się polubiliśmy. To już drugi obrazek z tej serii robiony na lnianej tkaninie.
 I na niej prezentuje się najlepiej:


Przyznam szczerze, że konturowanie, szczególnie włosów i ulatujących nasion dmuchawca, było kłopotliwe. Ale moja inwencja twórcza nie odbiegła daleko i nie wyrządziła szkody ogólnemu wyrazowi. :)





Rąbek pracy technicznej zostaje uchylony - tak wygląda praca przed konturowaniem:


A tak po: