czwartek, 31 marca 2016

Zając na kartce

Pozostając jeszcze w klimacie Świąt Wielkanocnych dzielę się zającem.
Tradycyjnie rodzina i znajomi zostali obdarowani świątecznymi życzeniami, które doniósł im w moim imieniu listonosz i mam nadzieję, że była to dla nich miła niespodzianka.

O ile kartek świątecznych nie fotografowałam, bo poszły szybciej niż udało mi się to zrobić, o tyle jedna z nich została uwieczniona.
Jako jedyna wymagała o wiele więcej pracy, ponieważ centralnym punktem miał być zając, który "kupił mnie" tym swoim spojrzeniem.
Co prawda w oryginale jego kolorystyka to szarości, ale ja ociepliłam go nieco beżami i brązami.
W świątecznych przygotowaniach nie było za dużo czasu na haft, więc powstawanie małego obrazka dłużyło się niemiłosiernie.

W końcu wyłonił się zając:


Kształtów dostał dopiero po konturowaniu:


Haft wystarczyło ładnie wkomponować w kartkę. 


Ta specjalna przesyłka poszła z życzeniami świątecznymi do przedszkola mojej Małej. 
Myślę, że panie przedszkolanki zasługują na wyjątkowe życzenia, bo ich praca również taka jest. 

A propos Małej - jak zobaczyła gotową kartkę, to skomentowała: "O, wygląda jak Uszaty!"*

* Uszaty - przyjaciel księżniczki Zosi z bajki "Jej wysokość Zosia".

sobota, 26 marca 2016

Wesołych Świąt Zmartwychwstania Pańskiego

Z okazji zbliżających się Świąt Wielkanocnych przesyłam życzenia radości ze wspólnego bycia razem, by wiara w człowieka budziła się do życia jak przyroda wokół.

Na szybko powstały też pisanki, oczywiście na ludowo.



Znaleziony w internecie sposób na pisanki decoupage'owe, które można spożywać jest dosyć prosty.
Klejem trzymającym wzory z chusteczek na jajku jest zwykłe białko.

Świętujcie i cieszcie się rodziną.
Wszystkiego folkowego!

czwartek, 24 marca 2016

Dziewczynka i kogut - pierwsze parkowanie nici

Nastolatki miewają stany fascynacji i uwielbienia graniczącej z obłędem. Nie mogą spać, nie mogą jeść, głowę zaprzątają tylko myśli o "tym czymś", tak ważnym, że nic innego się wtedy nie liczy. Podobnie mówią o koniach, które z klapkami na oczach biegną w jednym kierunku i nie zatrzymają się, póki nie osiągną celu.

Niestety i mi się to niedawno przytrafiło. Opętał mnie jeden wzór, przepięknie opracowany przez Olgę Sotnikovą - Dziewczynka i kogut.
Zakochałam się w nim od pierwszego wejrzenia, bo wyraża sielskość, niewinność, trud pracy, historię... Urzekł prostotą obrazu i najzwyklejszym pięknem codzienności.

Dziewczynka z kogutem chodziła za mną od jesieni. Nici skompletowane leżały w szafce, a ja przebierałam nogami, żeby tylko zacząć pracę nad tym uroczym obrazkiem. Ale po drodze święta i robienie pocztówek, małe rodzinne perypetie chorobowe i tysiąc innych drobiazgów. A w głowie tylko przewijała się myśl: "kiedy w końcu będzie czas na dziewczynkę?". Styczeń mnie trochę  ułaskawił i dał wolniejsze wieczory. No i się zaczęło:



Na pierwszy ogień poszedł kogut. Z butnym wzrokiem, obrażony, że ktoś go śmie dotykać.


Cały czas chodziła też za mną myśl, by spróbować haftu techniką parkowania nici. Naczytałam się, naoglądałam filmików, ale to samodzielna próba sprawiła, że ze wszystkich rad trzeba było coś uszczknąć i znaleźć złoty środek. Faktem jest, że parkowanie niemożliwe by było bez porządnego stojaka na tamborek. Unieruchomienie tamborka dało możliwość pracy na dwie ręce. 

Miałam w głowie kilka podstawowych zasad:
1.  Haftowanie rzędami - po raz pierwszy wzór pięknie się układał, jakbym obserwowała wychodzący wydruk na kolorowej drukarce.
2. Haftowanie od góry do dołu - wzór podzieliłam na kilka części, wszak tamborek to nie wielkie krosno. Najpierw robiłam dolną ze względu na to, że musiałam zdjąć górny klips z tamborka, a uchwyty trzymające go zostawiały odciski. O ile na kanwie można to było przykryć, to bałam się, że zrobione już krzyżyki będą zniekształcone. Poza tym prawo grawitacji sprawia, że nici lecą w dół, więc tak nie przeszkadzają w stawianiu krzyżyków. Fakt, że wiszące nici lubią się do siebie przytulać, ale spokojnym ruchem można je łatwo od siebie oddzielić.
3. Nieregularne końce rzędów czyli absolutnie nie 10x10 - jakoś nie przemawia do mnie sposób kratkowania obrazu. Naciąg nici sprawia wrażenie siatki w gotowej pracy. Może można to naprawić, wolałam nie ryzykować. Zresztą ustalanie granicy tak, by wyhaftować jak najszerzej dany kolor miało swoje dobre strony. Nie trzeba było ponownie nawlekać na igłę nici tego samego koloru tylko dlatego, żeby skończyć go równo na "dziesiątce". 
Czasem nawet łamałam prawo celne przekraczając granicę, by dodać kilka krzyżyków koloru, które musiałabym robić specjalnie w innej części. Widać to na zdjęciu niżej, z góry jest kilka odstępstw od zasady haftowania rzędami.
4. Haftowanie kolorów od prawej do lewej czyli trochę wspak - np. w danym rzędzie miałam 8 kolorów. Zaczynałam od haftowania tego najbliżej prawej strony. Jeśli to było 6 krzyżyków, to najpierw leciałam półkrzyżykiem, by go potem przykryć i parkowałam nić. Kolejny kolor ostatni od prawej strony - jeśli 1 krzyżyk, to jeden i parkowałam.
Czasem gdy w rzędzie kolory się powtarzały to miałam dwie lub trzy nici tego samego koloru zaparkowane w konkretnym miejscu. Jeśli odległość między nimi nie była duża to po wyhaftowaniu go parkowałam w tym samym rzędzie, gdzie miał się znaleźć, haftowałam, a potem zostawiałam parkowany niżej.
5. Wyposażenie się w sporą ilość igieł - nie lubię nawlekać nici, szczególnie gdy już się zaczynają strzępić. A tak każda nić miała swoją igłę, która obciążała ją przy wiszeniu w pozycji zaparkowanej. Dodatkowo po zaparkowaniu igła przydała się do podważania nici, bo jednocześnie je rozdzielała.
6. Zaczynanie i kończenie na prawej stronie - czyli kilka krzyżyków niżej, potem nici przykrywały się wzajemnie od spodu, a gdy zbliżałam się z haftem do końcówek, to je odcinałam. O ile supełki były widoczne i łatwe do identyfikacji, o tyle końcówki nici już mogły się mylić. Skorzystałam z genialnej podpowiedzi Kalio haftuje i nici do obcięcia wbijałam nie w dziurki, a w środek kanwy między osnowę. Wiadomo było, że w dziurkach są te zaparkowane, a pomiędzy nimi - do obcięcia.

Zasada główna parkowania jest prosta - póki nie spróbujesz, nie wypracujesz własnego, najwygodniejszego sposobu. 


Dziewczynka powoli nabiera swojego lica.




Jeszcze tylko czepek...


I gotowe. 
Obraz czeka na swoją oprawę. 





poniedziałek, 14 marca 2016

Lipskimi pisankami inspirowane

Szczęśliwy człowiek, który może być dumny ze swych rodzimych tradycji. 
Podlasie jest w nie bardzo bogate. Nie krzyczy kolorami jak łowicka wycinanka, ale urzeka prostotą wzorów, motywów i barw. 

Wiosna idzie już małymi krokami dając o sobie znać, ożywia zaspane drzewa, zieleni trawę i co rusz czaruje, by kiełkowały krokusy, tulipany czy szafirki. 
Ziemia budzi się do życia jak z martwych powstaje Chrystus, którego Misterium i świadectwo Wielkiej Nocy wkrótce przyjdzie przeżywać.

Na terenie Podlasia ciągle żywa jest tradycja pisania pisanek - nieodłącznego symbolu świąt Zmartwychwstania Pańskiego. Liczną, i wciąż tworzącą, grupę stanowią pisankarki lipskie. Prężnie działające panie zainicjowały powstanie Muzeum Lipskiej Pisanki i Tradycji przy Miejsko-Gminnym Ośrodku Kultury w Lipsku

(fot. facebook, Muzeum Lipskiej Pisanki i Tradycji)

Tradycyjne wzory na jajkach były czarno-białe, farbowane w korze młodej olchy i opiłkach żelaza, nazywano je "czarnymi perłami".

(fot. facebook, Muzeum Lipskiej Pisanki i Tradycji)

Tworzy się je, wzniośle brzmiącą, metodą batiku szpilkowego. Wykonanie jest nieskomplikowane, choć wymaga wprawnej ręki - patykiem ze szpilką maczaną w gorącym, pszczelim wosku nakłada się wzór i zanurza się w farbach od najjaśniejszej do najciemniejszej - stopniowo dokładając nowe motywy. Finalnie wygląda to tak: 

(fot. facebook, Muzeum Lipskiej Pisanki i Tradycji)

(fot. facebook, Muzeum Lipskiej Pisanki i Tradycji)

Mnie zainspirowały te słoneczka, gwiazdki, palemki, dzierażki, sobacze łapki, jodełki i kłoski. Jako, że wybierałam się do Matki Polki Hybrydowej, która pomysły na paznokcie wciela w życie, to sezon wielkanocny postanowiłam poświętować na paznokciach. 

(fot. facebook, Matka Polka Hybrydowa)

Uli należą się specjalne uznania, bo idealnie odwzorowała lipskie wzornictwo pisankowe. Z pewnością może nosić miano twórczyni ludowej. 

poniedziałek, 7 marca 2016

Belle & Boo - Peace on Earth

Belle, urocza dziewczynka i jej przyjaciel, króliczek Boo to bohaterowie książeczek Mandy Sutcliffe, ilustratorki. Książeczki stały się wielkim hitem na Wyspach Brytyjskich. Mało tego, można też kupić pościel, śliniaki, miseczki, ubranka, nawet myjkę do ciała i ogrzewacz na ugotowane jajka w kształcie króliczka Boo. 

Postaci mają naprawdę wiele uroku i nie dziwię się, że zdobyły taką popularność. 
Podbiły też serca hafciarek. W brytyjskim magazynie Cross Stitcher co jakiś czas pojawiały się schematy do odwzorowania na kanwie.

Mnie urzekł prosty wzór pod nazwą "Peace on Earth". Postanowiłam spróbować sił i haftować na lnie obrazkowym. 
Przygotowanie materiału i kombinacja, jakim sposobem haftować zajęły trochę czasu.


Na szczęście wzór nie był wymagający kolorystycznie, więc dosyć szybko powstawały kolejne części całości.




Obraz zyskał swoją głębię dopiero po nałożeniu obramowania (najgorzej było z włosami, jest trochę odstępstw od wzoru, jednak niezauważalnych). Mała Belle zyskała dosyć uroczą twarzyczkę, dłonie i sukienkę. 




Uwolniony gołąbek - symbol pokoju - osobiście stał się też uosobieniem uwolnienia mojej Małej z przewlekłego chorowania.
Dlatego z radością oprawiony obraz został przekazany wspaniałej pani doktor, pod której opieką było nasze dziecko. Dzięki zabiegowi zdrowie Małej się poprawiło.


Do prezentu dołączyłam też skromną kartkę z podziękowaniem. 


Obrazek trafił w dobre ręce z obietnicą, że na pewno zawiśnie na ścianie. 
A to cieszy :)