poniedziałek, 28 września 2015

I love shopping

Jestem każdą kobietą, więc powinnam uwielbiać zakupy. Uwielbiam, to prawda. Gorzej jak zakupów zbierają się kilogramy. 
Wtedy zamieniam się w kobietę-wielbłąda i taszczę (niosę, to za lekko powiedziane) siaty do domu. A garb rośnie. 
Nie wszystkie torby są superwytrzymałe, nawet te, które być powinny. Z czasem i w nich szwy puszczają. 
Kiedyś zamarzyła mi się torba idealna, a od marzeń do realizacji droga niedaleka. Oczywiście dla tych, którzy chcą je sobie spełniać. 
Wzór powstały w głowie to nic innego jak łowicka wycinanka, przeniesiona na haft. Przyznam, że robota była misterna, ponieważ wymagała dużej precyzji w odtworzeniu, szczególnie symetrii motywów. 

Ostatecznie po tygodniu pieszczenia wyglądała tak:


Moja torba powstała już jakiś czas temu (Asiu, dziękuję za zebranie jej do kupy). W środku ma porządną nieprzemakalną podszewkę i dwie kieszonki: na komórkę z jednej strony i na dokumenty z drugiej.


Używam jej prawie codziennie i ślady tego użytkowania niestety widać. Haft już się strzępi, nie mówiąc nic o tym, że baza jest drugą z kolei, a ramiączka naprawiane były ze cztery razy. 


Dzielnie jednak służy mi w moich zakupowych szaleństwach i uwielbiam ją równie mocno jak kupowanie nowych, cudnych drobiazgów.

2 komentarze:

  1. Piękna torba. Przypominają mi się trochę wzory z serwet u babci. Co prawda nie były to motywy łowickie, ponieważ pochodzę z lubelszczyzny. Ale technika wykonania podobna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak, i ja to samo widzę i również jestem z lubelskiego i takie wzory serwet wiszą do dziś u babci na kredensach. A w szafach oryginalne wzory z kalkami, kiedyś będą moje i aż żal będzie ich dotykać by się nie zlasowały całkiem.

      Usuń